„Ambitne zadania mogą sobie stawiać państwa, które mają silną gospodarkę, a silna gospodarka to znaczy wolnorynkowa”

Rozmowa z Witoldem Falkowskim, prezesem zarządu Instytutu Misesa, o gospodarce i polskich klasykach myśli ekonomicznej.

07.01.2013 11:53

Portal ARCANA: Na światowy kryzys gospodarczy większość mediów zareagowała apelowaniem o ograniczenie wolnego rynku, którego rozrost miał doprowadzić do spekulacji, braku kontroli, egoizmu ekonomicznego... Zapewne nie zgadzacie się z taką diagnozą?

Witold Falkowski: Nie zgadzamy się. Wolnego rynku nigdzie teraz nie ma – przyznają to również jego krytycy – pojawia się w przemówieniach polityków i pseudoanalizach publicystów tylko wtedy, kiedy rządy potrzebują kozła ofiarnego. Skłonność do spekulacji, chciwość i egoizm były zawsze, a kryzys, który w istocie polega na niebotycznym zadłużeniu rządów, mamy od niedawna. Obwinianie o kryzys wolnego rynku jest podobnie nieuprawnione jak nieuprawnione byłoby obwinianie poradni odwykowej o szerzenie alkoholizmu. Obecny kryzys to wynik rozpasanej swobody działania rządów, a nie nadmiaru wolnego rynku, którego mechanizmy mają w istocie charakter dyscyplinujący. Wystarczy przypomnieć, że to Kongres USA, a nie wolny rynek nałożył na banki amerykańskie obowiązek udzielania kredytów niewypłacalnym biedakom, co doprowadziło do kryzysu subprime i upadku kilku dużych instytucji finansowych. Obarczanie wolnego rynku odpowiedzialnością za obecny kryzys to potęgowanie chaosu semantycznego w opisie zjawisk społeczno-ekonomicznych. Pisał o tym już ponad 70 lat temu Ludwig von Mises w „Ludzkim działaniu”. Kryzys to skutek iluzji, życia w upojeniu łatwym pieniądzem jak w upojeniu alkoholowym. Reagowanie na kryzys ograniczeniem mechanizmów wolnorynkowych to próba przedłużenia tego stanu upojenia, to ucieczka przed prawdą.

Portal ARCANA: Społeczeństwa Zachodu są dzisiaj zanurzone w paradygmacie etatyzmu, trwają uporczywe dyskusje na temat jego kształtu ale mało kto go odrzuca. Z drugiej strony setki tysięcy urzędników w Polsce to fakt, który woła o pomstę do nieba. Może jednak jest jakaś metoda by ten system naprawić, bez likwidowania go? Czy Waszym zdaniem jest wewnętrznie sprzeczny i nic się nie da z nim zrobić?

W.F.:Naprawa i likwidacja to właściwie dwie nazwy dla tego samego. Różnice jakościowe da się na ogół sprowadzić do różnic ilościowych, np. konsekwentne zmniejszanie liczby urzędników powinno po jakimś czasie doprowadzić do ograniczenia i eliminacji etatyzmu, czyli naprawienia systemu. Jest jednak mało prawdopodobne, żeby urzędnicy zechcieli ograniczyć swoją liczebność. I tu kryje się sprzeczność, którą naszym zdaniem można rozwiązać wyłącznie przez wpływanie na świadomość społeczeństw tak, żeby dostrzegły one niebezpieczeństwa, jakie niosą ze sobą etatyzm i przerost biurokracji, żeby zmusiły większość urzędników do zmiany zajęcia. Konsekwentne wskazywanie na to, że etatyzm to zły, bardzo nieskuteczny sposób na rozwój gospodarki i społeczeństwa, jest jednym z naszych głównych celów. Tylko tak można wydobyć się z jarzma owego błędnego paradygmatu. Oczywiście nie opowiadamy się za likwidacją czegokolwiek na drodze rewolucyjnej, chyba że mówilibyśmy o rewolucji umysłowej, mentalnej.

Portal ARCANA: Pojawia się jednak pytanie czy etatyzm nie wzmacnia wspólnoty narodowej poprzez stawianie pewnych odgórnych celów np. finansowania przedsięwzięć edukacyjnych w tradycyjnym duchu. Czy wolny rynek, choć wydajniejszy ekonomicznie, nie doprowadzi do rozluźnienia więzi bo, np. bardziej będzie się opłacało zacieśniać więzi gospodarcze z bogatszymi Niemcami niż w biednej Polsce. No i dochodzi sprawa polskiej transformacji – wolny rynek z uwłaszczoną nomenklaturą startującą o milę dalej niż niezależni od elit postkomunistycznych przedsiębiorcy to nie jest chyba ideał dobrze rozwijającej się gospodarki...

W.F.: W I Rzeczpospolitej żyli i handlowali ze sobą Polacy, Żydzi, Niemcy, Litwini, Rusini, Ormianie itd. Czy to wpływało na rozluźnienie więzi i osłabienie uczuć patriotycznych? Nikt wtedy nie słyszał o państwowych szkołach i odgórnie narzuconym programie dla wszystkich szkół powszechnych, ale czy Polakom obcy był wtedy patriotyzm? Jeśli jakiemuś polskiemu obywatelowi bardziej się opłaca zacieśniać więzi ekonomiczne z Niemcem niż z innym Polakiem, to wcale nie musi to prowadzić do rozluźnienia więzi sentymentalnych czy kulturalnych między Polakami. Przeciwnie: ten Polak handlując z Niemcem przyczynia się do poprawy bytu innych Polaków, bo np. mogą u niego kupić stosunkowo tani dobry niemiecki samochód. Ponadto kontakty z innymi kulturami i gospodarkami bardzo często są bodźcem do działań stricte patriotycznych. Np. wielu emigrantów wraca do Polski, by tutaj zainwestować zarobione gdzieś w świecie pieniądze, otworzyć firmę, wykorzystać wiedzę i doświadczenie nabyte zagranicą. Więź społeczną buduje się na poczuciu dumy ze wspólnych osiągnięć i instytucji, a przede wszystkim na satysfakcji z życia w wolnym, sprawiedliwym kraju, a nie na budowaniu barier, mnożeniu regulacji i zakazów, które wszystkim utrudniają życie. Siła kraju bierze się z wolności, czego najlepszym przykładem są USA, które dzięki ideałom wolności osobistej wyrosły z peryferyjnych skupisk kolonistów na supermocarstwo.

Sprawa transformacji to trochę odrębny temat. Zasadniczy błąd transformacji polegał na niekonsekwencji w stosowaniu zasad wolnego rynku, a nie na wprowadzeniu „nadmiaru” wolnego rynku. Nie ulega wątpliwości, że była przeprowadzona niedobrze, niesprawiedliwie, że niemal całkiem zlekceważono w niej zasadniczą sprawę reprywatyzacji i uwłaszczenia, a więc zapomniano o tym, co w idei wolnego rynku jest właśnie najważniejsze. Teraz można tylko zadbać o to, żeby tych błędów nie powielać, żeby jak najszybciej przestawić gospodarkę na system wolnorynkowy. Wtedy błędy przeszłości przestaną doskwierać.

Portal ARCANA: Wydaliście ostatnio dzieła Adama Heydla, który wespół z Romanem Rybarskim (działającym także na Uniwersytecie Jagiellońskim) należał do krytyków etatystycznej i interwencjonistycznej polityki ekonomicznej sanacji. Jak przedwojenni liberałowie gospodarczy (nie mylić z dzisiejszymi liberałami) łączyli patriotyzm z liberalizmem gospodarczym i które ich antyetatystyczne argumenty warto by przytoczyć dzisiaj?

W.F.: Nacjonalizm, który możemy tu z ostrożności nazywać patriotyzmem, w niczym się nie kłóci z liberalizmem, o ile nie mamy na myśli zwulgaryzowanej wersji każdego z tych pojęć. Heydel wskazywał na to w licznych tekstach o ekonomii, polityce, kulturze i literaturze. We wspaniałym eseju „Myśli o kulturze” podkreślał związek poziomu kulturalnego narodu z jego, jak to nazywał, „siłami twórczymi”, czyli m.in. efektywnością gospodarczą. Społeczeństwo, które nie kultywuje tradycji, jest słabe i podatne na degenerację. Społeczeństwo biedne nie ma warunków do kultywowania tradycji, a jedynym sposobem wydźwignięcia się z biedy jest wprowadzenie zasad liberalnych w gospodarce. Między gospodarką wolnorynkową a tradycją, czyli doświadczeniem wspólnotowym, zachodzi więc sprzężenie zwrotne. Co ciekawe, Heydel uważał, że o podnoszenie poziomu kulturalnego narodu powinno dbać państwo. Heydel bronił poglądu, że dobro narodu idzie w parze z liberalizmem gospodarczym. Był to pogląd już wówczas coraz częściej kwestionowany, ale moim zdaniem całkowicie słuszny.

Gospodarka wolnorynkowa i nacjonalizm pozbawiony jakichkolwiek konotacji aksjologicznych (bez dogmatycznych założeń dotyczących „wartości” poszczególnych narodów) wyrastają z tej samej konstatacji antropologicznej: człowiek dba przede wszystkim o siebie i o to, co mu najbliższe – rodzinę, znajomych, współobywateli. Heydel głęboko rozumiał te zagadnienia, o czym świadczy choćby takie zdanie z jego pięknej mowy na wiecu akademickim w listopadzie 1918 roku: Zwycięża (...) kultura moralna Zachodu. I w tym wskazówka dla nas. Nie ślepy interes chwili zaklętej w kieracie egoizmu choćby narodowego (...), ale sumienie (...), miłość matki naszej Ojczyzny, jasno wskaże nam drogę. Ta miłość ojczyzny nie ma nic wspólnego z lekceważeniem innych nacji: Litwini, Niemcy, Rusini i Żydzi będą pełnoprawnymi osobiście i politycznie obywatelami zjednoczonej Polski – mówił dalej Heydel.

Właściwie wszystkie argumenty przeciw etatyzmowi i w obronie wolnego rynku, jakie znajdujemy w pismach Heydla i innych przedstawicieli szkoły krakowskiej, są wciąż aktualne, tzn. nadal warto je powtarzać, bo do dziś nie zostały zrozumiane przez społeczeństwo i jego elity, również ekonomistów. Jako przykład głębokiej, dalekowzrocznej krytyki etatyzmu przytoczę kilka zdań z artykułu „Etatyzacja sumień”:

Naturalnym następstwem etatyzmu jest albo władza absolutna, albo integralny socjalizm oparty na rządach oligarchicznych. (...) Połączenie etatyzmu z pozorną demokracją musi prowadzić do fałszu moralnego (...), [skąd] wynika jedno z największych niebezpieczeństw dla państw i narodów współczesnych.

Z kolei przykładem niezwykle trafnej argumentacji za wolnym rynkiem niech będzie krótkie rozważanie o tym, czy do zwiększenia dobrobytu przyczynia się to przedsiębiorstwo, które więcej produkuje, czy to, które ma większe zyski („Gospodarcze granice liberalizmu i etatyzmu”):

dobry gospodarz dąży do maksymalnego zysku netto. Swój kapitał i pracę lokuje w tych działach produkcji, gdzie je można osiągnąć. Tym samym zaś najwydatniej zwiększa bogactwo społeczne. Ten rachunek jest niezbity. Wykazuje on najlepiej całą dobroczynną rolę swobody i wolnej konkurencji w życiu gospodarczym. One właśnie każdą cząsteczkę sił produktywnych tam kierują, gdzie jest społecznie najpotrzebniejsza.

Jestem przekonany, że oba te cytaty większość naszego społeczeństwa uznałaby za odkrywcze, a może nawet „radykalne” lub „kontrowersyjne”. Z tego względu wydanie dzieł profesora Heydla uważaliśmy nie tylko za patriotyczny obowiązek wobec wielkiego rodaka zamordowanego przez Niemców, lecz także za najlepszy sposób wypełnienia luk w wykształceniu społeczeństwa. Po prostu nie ma potrzeby pisania nowych tekstów na niektóre tematy, bo one zostały już napisane i wystarczyło je opublikować.

Portal ARCANA: Profesor Andrzej Nowak w wywiadzie dla Portalu ARCANA powiedział:Logika wolnorynkowa we współczesnym świecie prowadzi do rozbijania wspólnot w ogóle, nie do tworzenia się naturalnych wspólnot, a to dlatego, że równocześnie z wolnym rynkiem istnieją pewne zagrożenia, których wcześniej nie było. (cały kontekst tutaj: www.portal.arcana.pl). Wskazał przy tym konieczność zorganizowania przez państwa ambitnych zadań dla tych, dla których nie starczy miejsc pracy w przyszłości. A jakie zadania Wy byście postawili państwu? Żeby Polska mogła realizować dalekosiężne plany międzynarodowe np. w Europie Środkowowschodniej (desowietyzacja, integracja) ale bez tego elementu etatystycznego?

W.F.: Wydaje mi się, że mówiąc o „logice wolnorynkowej” prof. Nowak, ma właściwie na myśli logikę ponadnarodowego lobby urzędniczego manipulującego dużymi podmiotami gospodarczymi. Ja bym tego nie nazwał „logiką wolnorynkową”, bo to jest mylenie pojęć, o czym zresztą świadczy zdanie, które pojawia się w następnym akapicie wywiadu: Z elementu urzędniczego nie możemy zrezygnować, ale nie pozwólmy mu zlikwidować wolnorynkowej gospodarki i poddajmy go demokratycznej kontroli. Jednym słowem, z diagnozą prof. Nowaka bym się zgodził, o ile wprowadzilibyśmy do niej to uściślenie terminologiczne.

Nie zgodziłbym się jednak z receptą, którą proponuje. Otóż z „austriackiego” punktu widzenia metodą obrony wolnego rynku przed zakusami inżynierów społecznych, czyli lobby biurokratycznego, jest odebranie temu lobby wpływu na podmioty gospodarcze, odebranie mu narzędzi, za pomocą których niszczy wolny rynek (i wykorzystuje do tego siły wolnego rynku, a nawet retorykę wolnego rynku). Tymczasem prof. Nowak uważa, że tą metodą powinno być ściślejsze kontrolowanie przez naród sposobu użycia owych narzędzi. Myślę, że taka metoda może być skuteczna jedynie w krótkim okresie, w dłuższym okresie jest skazana na zwyrodnienie i przekształcenie się w jakąś formę totalitaryzmu, zwłaszcza w czasach, kiedy zwyrodnieniu uległa sama demokracja (na to niebezpieczeństwo zwracał uwagę Heydel w przytoczonym wcześniej cytacie).

Jakie byśmy stawiali zadania państwu? – Byłyby to zadania zgodne z klasyczno-liberalną wizją państwa jako gwaranta ochrony życia i własności obywateli. Większość klasyków dodawała tu jeszcze ochronę sprawiedliwości, ale ze względu na ogromną pojemność semantyczną tego słowa oraz spore wątpliwości co do niezawisłości sądów w dzisiejszej Polsce wolałbym zaryzykować sugestię, by sprawiedliwości broniły prywatne sądy. Państwo powinno dbać o ochronę terytorium i konsekwentne przestrzeganie prawa własności. Takie ograniczenie zadań państwa daje ogromne możliwości rozwoju jego obywatelom, a to się przyczynia do szybkiego wzrostu siły ekonomicznej, a więc także politycznej kraju. Na dłuższą metę innej drogi nie ma. Świadczą o tym przykłady z naszej historii (tzw. złoty wiek w Rzeczpospolitej) i ze współczesności (USA, Nowa Zelandia, Singapur, Korea Południowa), a także liczne rankingi, które dobitnie wskazują na zależność zamożności państw od zakresu panujących w nich swobód gospodarczych i obywatelskich.

Ambitne zadania mogą sobie stawiać państwa silne gospodarczo, a silna gospodarka to gospodarka wydajna, czyli wolnorynkowa. Oczywiście trzeba pamiętać o specyfice polskiego położenia, o uwarunkowaniach historycznych i geopolitycznych, o tym, że inne kraje chętnie by nam zaszkodziły. Ale to są sprawy, o których powinni myśleć ministrowie obrony i spraw wewnętrznych, a nie minister gospodarki, nawet jeśli chodziłoby o obronę przed agresją o charakterze gospodarczym.

 

Rozmawiał Jakub Maciejewski

 

Witold Falkowski, absolwent wydziału filozofii ATK i anglistyki UW; nauczyciel, przedsiębiorca, publicysta, tłumacz (przetłumaczył m.in."Ludzkie działanie" Misesa, "O nową wolność" Rothbarda), od 2006 roku prezes zarządu Instytutu Misesa.

Instytut Ludwiga von Misesa jest niezależnym ośrodkiem badawczo-edukacyjnym, odwołującym się do tradycji austriackiej szkoły ekonomii, dorobku klasycznego liberalizmu oraz libertariańskiej myśli politycznej. Instytut został nazwany na cześć Ludwiga von Misesa, który naszym zdaniem był najwybitniejszym ekonomistą XX w. Celem Instytutu Ludwiga von Misesa jest zwiększanie wiedzy społeczeństwa dotyczącej procesów ekonomicznych i podstawowych instytucji gospodarki wolnorynkowej oraz promowanie dobrowolnej i pokojowej współpracy.


Ostatnie wiadomości z tego działu

The New York Times vs. Polish history

Widzieć innych – rozmowa z ks. Władysławem Palmowskim

Czesi pytają o dzieje Polski - odpowiada prof. Andrzej Nowak

To nie była żadna "zbrodnia wołyńska". To było ludobójstwo!

Komentarze (3)
Twój nick:
Kod z obrazka:


Krater
09.01.2013 8:43

@W I Rzeczpospolitej żyli i handlowali ze sobą Polacy, Żydzi, Niemcy, Litwini, Rusini, Ormianie itd. Czy to wpływało na rozluźnienie więzi i osłabienie uczuć patriotycznych

Tylko, że naturalne relacje handlowo-produkcyjne w I RP wytworzyły się naturalnie, przez wieki, przy wąskiej grupie narodu politycznego. Dziś relacje mamy inne - nie ma króla, polityką mogą zajmować się wszyscy (demokracja zmienia stosunki własnościowe) itd itp.

USA mogły sobie na wolny rynek pozwolić, bo jedynego silnego przeciwnika miały za oceanem, z południa biedny Meksyk, z północy życzliwa Kanada. Ze swoimi 45 tys. wojska (1900 r.) USA by długo nie przetrzymała w Europie, gdzie Piemont utrzymywał w tym czasie większą armię (jako część Włoch), a do takiej armii potrzebny jest niestety aparat państwowy.

Jarema
08.01.2013 10:15

@Simajko:disqus

A przeczytales ten wywiad? Wskaz gdzie dokladnie wystepuje ten wolny rynek?

Simaiko
08.01.2013 7:16

Wolny rynek istnieje teraz. Tak Wam dobrze?


Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wszystkie opinie są własnością piszących. Ponadto redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy wulgarnych lub nawołujących do nienawiści.

Wyszukiwarka

Reklama

Facebook


Wszystkie teksty zamieszczone na stronie są własnością Portalu ARCANA lub też autorów, którzy podpisani są pod artykułem.
Redakcja Portalu ARCANA zgadza się na przedruk zamieszczonych materiałów tylko pod warunkiem zamieszczenia informacji o źródle.
Nowa odsłona Portalu ARCANA powstała dzięki wsparciu Fundacji Banku Zachodniego WBK.