Wbrew „przeklętej roztropności”, czyli dlaczego, jak i po co powstały „Arcana”?

Profesor Andrzej Waśko o środowisku krakowskich „Arcanów” – przyczynach powstania, trudnych początkach i najważniejszych osiągnięciach.
18.04.2013 16:14

(…)

Zacznijmy od pytania o czas akcji. W grudniu 1993 roku, kiedy powstało wydawnictwo; i w lutym 1995, kiedy ukazał się pierwszy numer dwumiesięcznika „Arcana”, kultura polska miała inny charakter, niż dziś. Obecnie bowiem myśleniem i wyobraźnią większości społeczeństwa, a także formacji rządzącej naszym krajem włada niepodzielnie pop-kultura: audycje telewizyjne i radiowe typu infotainment, wzory postaw uosabiane przez telewizyjno-estradowych celebrytów, wartości i cele, które jako obiekt aspiracji posuwa społeczeństwu przemysł rozrywkowo-reklamowy. W dominującej dziś w świecie zachodnim atmosferze postmodernistycznego balu na Titanicu, zaimportowanej do Polski, niekomercyjna kultura, humanistyka i oświata mogą istnieć tylko jako maskotki zawieszone u klamki wielkich mediów i wielkich pieniędzy.

Dwadzieścia lat temu było inaczej. Kultura wysoka miała pozycję dominującą. Pokolenia, które przeniosły polską tradycję przez „morze czerwone” PRL-u, były wychowane w kulcie wielkich pisarzy, artystów i myślicieli. W schyłkowym okresie komunizmu humanistyka i literatura wybiły się na społeczną podmiotowość, a w okresie transformacji intelektualiści, pisarze i artyści, którzy związali się z „Solidarnością” mieli znaczący wpływ na ogół społeczeństwa. Polityczna rola intelektualistów nigdy w historii nie była chyba równie eksponowana, jak w Polsce lat 1988–1997. Także i to, co intelektualiści robili w swoich macierzystych dziedzinach wydawało się wówczas bardzo ważne. Wszystkie te okoliczności złożyły się na trwający przez całą dekadę transformacji istny festiwal „autorytetów intelektualnych”.

Pierwszym sygnałem, że jednak coś z tą kulturą jest nie w porządku, była zadziwiająca jednomyślność „autorytetów” w zasadniczych sprawach dotyczących Polski. Jak bowiem wiadomo, cały ten areopag wkrótce po okrągłym stole znalazł się w orbicie „Gazety Wyborczej” i w politycznym obozie „grubej kreski”. Na klasyczne pytanie postawione przed laty pod innym adresem przez Andrzeja Micewskiego: „współrządzić czy nie kłamać?” ludzie tego obozu, zwolennicy projektu „wasz prezydent – nasz premier”, odpowiedzieli latem 1989 jednoznacznie: chcemy współrządzić. Dla ludzi myślących i pamiętających świeże doświadczenia historyczne oznaczało to, że w tym obozie, który będzie współrządzić Polską ręka w rękę ze spadkobiercami bezpieki i partii, nie będzie już można nie kłamać. Dla prawdziwych intelektualistów, których podstawowym zadaniem jest szukać prawdy i stać na jej straży, był to sygnał alarmowy. Od tego momentu zaczęło się też ich wychodzenie z tego, co potem ironicznie nazwane zostało „salonem III RP”.

Dla założycieli „Arcanów” to polityczne wychodzenie z salonu zaczęło się już wcześniej, za czasów pracy w „Arce” kierowanej przez Ryszarda Legutkę, potem zaś przez Andrzeja Nowaka przekształconej w pismo pozostające w jednoznacznej opozycji do obozu grubej kreski. „Arcana” wystartowały w 1994 roku książką Jarosława Marka Rymkiewicza Kilka szczegółów, a w kilka miesięcy później pierwszym numerem dwumiesięcznika. Były one jednak programowym przedłużeniem projektu, który kierunek i profil uzyskał w roku 1992, na fali sporu o lustrację i odwołanie rządu Jana Olszewskiego. Po tych wydarzeniach stało się dla nas jasne nie tylko to, że nie można już dłużej pozostawać w towarzyskim kręgu „Warszawki” i „Krakówka”, ale także i to, że aby zachować swoją tożsamość, koniecznie trzeba się od niego uniezależnić nie tylko ideowo, ale również organizacyjnie i instytucjonalnie.

 

Z dala od salonu

W prasie i mediach prawicowych można się często spotkać z opinią, że ludzie prawicy i zwolennicy lustracji znaleźli się w III RP poza kręgiem establishmentu kulturalnego i akademickiego na skutek ostracyzmu własnych środowisk, z którymi weszli w polityczny spór. Nawet nasz przyjaciel i współpracownik, prof. Jacek Bartyzel, piszący kiedyś na ten temat, ubolewał, że w Krakowie redaktorzy „Arcanów” nie są zapraszani do dyskusji w gronie miejscowych elit. Stereotyp ten w naszym przypadku był tylko częściowo prawdziwy. Owszem, bywało, że po tamtej stronie chciano z nami rozmawiać, czasami słano listy i zapraszano. W końcu członkowie redakcji „Arcanów”: Jan Prokop, Wiesław Paweł Szymański, Elżbieta Morawiec wywodzili się z kręgu krakowskiego ZLP, „Tygodnika Powszechnego” czy Uniwersytetu Jagiellońskiego. Inni, jak Andrzej Nowak, Zuzanna i Krzysztof Dawidowiczowie, Maciej Urbanowski czy niżej podpisany też byli tam jakoś rozpoznawalni. Też kiedyś byliśmy młodzi i „dobrze się zapowiadaliśmy”. Prawda jest taka, że to nie tyle nas wykluczono, ile my sami zaczęliśmy omijać krakowskie saloniki i kapliczki literackie tamtych lat. Po części programowo, traktując nie-bywanie i nie-uczestnictwo jako elementarny warunek realnego tworzenia własnej podmiotowości. Po części jednak oddalaliśmy się od dawnych kolegów z „Tygodnika Powszechnego” instynktownie. Bowiem, jak już kiedyś wspominając tamte czasy napisałem: „To, co oni nazywali życiem intelektualnym, ograniczało się dla nas do zbiorowego recytowania ściśle reglamentowanych frazesów. Z ich gazet ziało nie tylko polityczne zacietrzewienie, ale i nuda. Ich powieści nie naddawały się do czytania. Duchota panująca na imprezach kulturalnych była nie do zniesienia. Kto chciał żyć, musiał stamtąd uciekać, żeby się nie udusić” .

I właśnie dlatego założyliśmy „Arcana”. Po części w geście intelektualnej samoobrony. Nie mogliśmy uznać, co by zapewne napędziło nasze kariery, że po 1989 roku Polacy byli „niedojrzali do demokracji” (jak twierdził B. Geremek), że zwykły robotnik to homo sovieticus (jak twierdził ksiądz Tischner) i że głównym zadaniem inteligencji jest powrót do walki z „odchyleniem prawicowo-nacjonalistycznym”. Odwrotnie: chcieliśmy kontynuować to, co sami robiliśmy w opozycji, w „Solidarności”, w „pierwszym” NZS-ie, i co było też dla nas praktyczną nauką z pielgrzymek Papieża. Chcieliśmy, żeby całe to patriotyczne, antykomunistyczne i chrześcijańskie dziedzictwo – postawione po 1989 roku pod ścianą – stało się moralną podstawą życia publicznego w tej Polsce, która właśnie zaczynała się tworzyć.

 

Zaczynając od przyziemnych spraw

Łatwo powiedzieć, trudniej wykonać. Imponderabilia są to rzeczy niewymierne, a nie kapitał, za który można wynająć biuro i opłacić koszta druku. Kapitał na założenie spółki trzeba więc było wysupłać z rodzinnych oszczędności, albo pożyczyć. A potem trzeba było zakasać rękawy i zbudować firmę „sposobem gospodarczym”. Dwa pokoje wynajęte na siedzibę wydawnictwa i dwumiesięcznika zajmowała wcześniej Fundacja Jazzowa Janusza Muniaka. Pierwszym zadaniem prezesa, redaktora naczelnego i jego i zastępcy (z rodzinami) było więc posprzątanie po jazzmanach, którzy beztrosko zostawili nam w spadku swój organizacyjny dobytek oraz liczne ślady działalności pozamuzycznej. Wierzcie mi Państwo na słowo, że najłatwiej jest spojrzeć na sprawy tego świata z góry w trakcie malowania sufitu – zwłaszcza gdy poniżej walczy z pędzlem redaktor Andrzej Nowak, a prezes Zuzia Dawidowicz obcęgami wyrywa z parkietu gwoździe, które jednemu z poprzednich najemców służyły do mocowania wykładziny podłogowej. Prawdziwą cechą wielkości jest prostota, co oznacza, że wielkie cele są proste, a więc można (i należy) realizować je przy pomocy prostych środków.

W ciągu 18 lat dotychczasowej działalności „Arcanom” udało się wydać 108 numerów dwumiesięcznika i ponad 260 tytułów książkowych. Czterokrotnie książki te otrzymywały nagrodę Klio, dla najlepszej książki historycznej roku. W swoim dorobku autorzy publikujący w „Arcanach” mają też trzy nagrody im. Józefa Mackiewicza i szereg nominacji do tych wyróżnień. Ale i wśród nie nagrodzonych publikacji „Arcanów” nie ma chyba ani jednej takiej, która nie zasługiwałaby na jakąś nagrodę, a na pewno ani jednej napisanej pod publiczkę lub wydanej wyłącznie dla komercji. Seria „Arkana Historii” liczy dziś 80 tomów. Niewiele krótsza jest seria „Arkana Literatury”. Tutaj, oprócz autorów związanych bezpośrednio z firmą, startowali lub nabierali sił jako pisarze Antoni Dudek, Sławomir Cenckiewicz, Wojciech Wencel. Publikowali autorzy uznani i wybitni: Jarosław Marek Rymkiewicz, Janusz Krasiński, Leszek Elektorowicz, Jacek Trznadel i inni: publicyści, historycy idei, prozaicy i poeci. A co najważniejsze, wiele jeśli nie większość spośród tych książek nie mogłaby się ukazać w wydawnictwach w jakikolwiek sposób związanych z establishmentem III RP. Czego przykładem najbardziej znanym jest książka Pawła Zyzaka o Wałęsie, po której chwilowo sam byt wydawnictwa zdawał się wisieć na włosku, z powodu wytoczonego nam przez córkę Wałęsy procesu o naruszenie jej dóbr osobistych. Procesu, który jednak „Arcana” wygrały.

 

Przedtem była „Arka”

Warto też zastanowić się nad znaczeniem 108 wydanych pod redakcją Andrzeja Nowaka numerów dwumiesięcznika. Jak powszechnie wiadomo, „Arcana” narodziły się w „Arce”. O ile jednak pomiędzy „Arką” Jana Polkowskiego i Ryszarda Legutki a „Arką” redagowaną przez Andrzeja Nowaka zachodziły podobieństwa i różnice, o tyle pomiędzy „Arką” Nowaka i „Arcanami” istnieje całkowita, programowa i redakcyjna jedność. Dwumiesięcznik redagowany przez Andrzeja Nowaka jest jedynym ukazującym się systematycznie w ciągu ostatnich 20 lat, bez przerw i w tej samej formule, magazynem intelektualnym orientacji prawicowo-niepodległościowej. W całym tym okresie było to jedno z niewielu miejsc, w których historycy, filozofowie i krytycy literaccy, nie respektujący niepisanych reguł politycznej poprawności mogli się wypowiadać w formie rozprawy lub eseju naukowego, nie krępując się limitami objętościowymi właściwymi prasie publicystycznej. Ta możliwość w połączeniu z regularnością ukazywania się pisma od początku przyciągnęły do niego szerokie grono autorów, od monarchistów po spadkobierców niepodległościowego socjalizmu, którzy spierając się ze sobą gdzie indziej, na łamach „Arcanów” tworzyli polifoniczny, ale dobrze brzmiący chór. Toteż dwumiesięcznik przyciągał ludzi skłonnych do głębszego namysłu, a osoby o umiarkowanym temperamencie politycznym ośmielał i zachęcał do zaglądania w rejony zakazane.

Z czasem okazało się też, że stosowana wobec nas w mediach taktyka ostracyzmu i zamilczania na śmierć jest nieskuteczna; że mamy nie tylko czytelników, ale i chcących z nami współpracować partnerów. Znaleźli się oni najpierw w środowisku zmieniającego się wewnętrznie „Brulionu”, potem wśród tak zwanych „pampersów”, którzy pojawili się w TVP i w zakładanej wówczas „Frondzie”. Na zjeździe „młodej prawicy”, który latem 1997 roku odbył się w Katowicach, jako redaktorzy dwumiesięcznika występowaliśmy już w roli seniorów. Dla „Arcanów” był to koniec epoki zdobywczego buntu i początek niełatwej stabilizacji.

 

„Arcanów” zasługi

Zapytajmy więc na koniec, co z doświadczenia i z dotychczasowego dorobku „Arcanów” wynika? Czy można ich historię przypominać dziś, odsuniętej od wpływu na państwo i media głównego nurtu opozycji „ku pokrzepieniu serc”, jak założyli to sobie organizatorzy dzisiejszej konferencji? A jeśli tak, to w jakim zakresie historia „Arcanów” jest historią sukcesu, a czego nie udało się im – przynajmniej jak dotąd – osiągnąć?

Na pewno „Arcana” miały własny udział w integracji środowisk prawicowych i w formowaniu elit tego obozu politycznego. Jakkolwiek w ciągu swego ukazywania się dwumiesięcznik nie zwielokrotnił swojego nakładu, a tylko go powiększył, to jednak większość istniejących obecnie periodyków społeczno-kulturalnych ma charakter bliski programowo temu, co reprezentowały i reprezentują „Arcana”. A więc może dałoby się uznać, że to my włożyliśmy kiedyś nogę w drzwi systemu, tworząc szczelinę, dzięki której trochę łatwiej było potem zostać w Polsce konserwatystą, albo zakładać prawicowe periodyki społeczno-kulturalne. Kiedy zaczynaliśmy naszą pracę redakcyjną, naukową i publicystyczną Stefan Bratkowski mówił, że polska prawica jest „intelektualnym proletariatem”. Po latach okazało się, że w Polsce istnieje potrzeba sztucznego dożywiania młodej lewicy, milionowymi dotacjami dla „Krytyki Politycznej”, aby w ogóle miał kto dawać odpór „Arcanom”, „Frondzie”, „Kronosowi”, „Czwórkom”, „Rzeczom Wspólnym” i innym środowiskom w szerokim tego słowa znaczeniu konserwatywnym.

Jeśli jednak optymistycznie założyć, że sprawy potoczyły się dobrze w dziedzinie elitarnych czasopism należących do „kultury wysokiej”, to przecież wspomniane na początku opanowanie głównego nurtu polityki i mediów przez pop-kulturę, nadało temu intelektualnemu zwycięstwu ograniczony, niszowy charakter.

Można też powiedzieć, że publikacje „Arcanów” wpływają znacząco na kształt współczesnej historiografii polskiej, pozytywnie zmieniając tę skostniałą przed 20 laty dyscyplinę. Jest to w ogromnej mierze osobistą zasługą Andrzeja Nowaka oraz innych wybitnych historyków, których skupił on wokół dwumiesięcznika lub zachęcił do współpracy z wydawnictwem. Niestety, nie udało się nam w podobny sposób wpłynąć na stan polonistyki akademickiej, przykutej do rydwanu postępu i kornie jak dotąd maszerującej w jego orszaku.

Natomiast grupie publicystów i działaczy mniej lub bardziej ściśle związanych z „Arcanami” udało się doprowadzić do ujawnienia politycznego znaczenia zmian wprowadzanych w polskiej oświacie. Politycy opozycji, jak i część opinii publicznej, zostali przy tym przekonani, że spraw polskiej szkoły nie można pozostawić wyłącznie neutralnym „ekspertom”, bo takich nie ma, a kwestia szkolnictwa ściśle dotyka pytania o polską rację stanu. I tu jednak można żałować, że moment, w którym świadomość ta dotarła do ludzi myślących przyszedł zbyt późno.

Sukces „Arcanów”, by wreszcie rzecz ująć najogólniej i najkrócej, polega na tym, że jako zespół i środowisko odegrały one istotną rolę w początkowej fazie walki o rzeczywisty pluralizm polskich mediów i życia umysłowego. Piotr Wierzbicki powiedział nam przed laty w jednej z rozmów, że demokratyczny system wielopartyjny po roku 1989 zaistniał w Polsce dzięki Jarosławowi Kaczyńskiemu. Bo prawdopodobnie w ogóle nie byłoby mowy o rzeczywistym pluralizmie politycznym, gdyby nie osławiona i niesłusznie zniesławiona „wojna na górze”, wywołana założeniem Porozumienia Centrum. Otóż w okresie politycznej „wojny na górze” my całkiem świadomie podnieśliśmy sztandar „wojny w kulturze”. I jeśli dzisiaj, obok Stanów Zjednoczonych, Polska należy do nielicznych krajów Zachodu, w których toczy się jeszcze jakikolwiek spór o wartości, jeśli polska prawica nie skapitulowała przed demoliberalizmem jak chadecja niemiecka czy brytyjscy konserwatyści, ani nie postawiła na polityków pop-kulturowych, jak Berlusconi czy Sarkozy, to z pewnością, wśród innych grup i środowisk przyczyniły się do tego swoją upartą pracą także „Arcana”.

Nie wiemy oczywiście, jak potoczą się nasze dalsze losy w warunkach kryzysu, który ogarnia Europę i Polskę. Ale z dwudziestoletnich doświadczeń i przemyśleń, które były naszym udziałem w środowisku „Arcanów” osobiście wyciągam wniosek, że dobrze jest kochać prawdę w wieku średnim tak samo jak w młodości – naiwną i niezdarną miłością. Że w świecie idei także panuje pewien moralny porządek. Prawda umacnia przegranych, a fałsz i półprawda osłabiają zwycięzców. Dlatego w nauce, publicystyce, literaturze – tam, gdzie w grę wchodzą rzeczy niewymierne, nie należy zbytnio kalkulować, troszcząc się o sukces doraźny.

Kiedy zakładaliśmy „Arcana”, mimo ostrzeżeń, że podejmujemy niepotrzebne ryzyko i sceptycznego kiwania głowami, że i tak nic z tego nie będzie, przygotowywałem do druku swój świeżo obroniony doktorat o romantycznym sarmatyzmie. Dlatego często przychodził mi wówczas do głowy pewien fragment z Pamiątek Soplicy Henryka Rzewuskiego. Bohaterem tego fragmentu jest Tadeusz Rejtan, postawiony w sytuacji, która wydawała mi się podobna do naszej, a która z pewnego punktu widzenia jest w ogóle egzemplaryczna w polskiej historii. A ponieważ pewne słowa Rejtana wypowiedziane w tej sytuacji wbiły mi się w pamięć i przychodziły na myśl w różnych trudnych momentach, przytoczę je tutaj na zakończenie:

 

Kiedy po śmierci Augusta III Moskwa bez żadnego hamulca rozprzestrzeniała gwałty po Polsce, upoważniona poniekąd ku temu przez kilku obywatelów zwiedzionych (...) Pan Tadeusz, wówczas towarzysz, pierwszy zrozumiał, jakie są obowiązki żołnierza i ziemianina, i zaczął naglić kolegów, aby się nie wahali w powinności swojej. Dowódca chorągwi, człowiek poczciwy, ale podeszły w wieku, ojciec dzieciom i lękliwy, przedkładał mu, że w tych rzeczach pierwsi, co zaczynają, na siebie odpowiedzialność ściągają, że bezpieczniej doczekać się jakiejś siły, do której by się przyłączyć można, niż się na oślep wyrywać, że jakkolwiek zapał jest szlachetny, roztropność ma swoje prawidła, którymi gardzić się nie godzi. Ta przeklęta roztropność jeszcze wtenczas odurzała flakowate umysły. Ale pan Tadeusz odpowiedział mu: „Co mnie waćpan rozumowania naprzeciw powinności stawisz! Bądź co bądź, róbmy to, co nam prawo i sumienie każe, a spuśćmy się na Tego, co nas nie będzie pytać, czy my majątki lub zdrowie ocalili, ale czy my naszej powinności dopełnili…

 

Andrzej Waśko

 

Kiedy więc pytacie mnie Państwo o sukces „Arcanów”, to odpowiadam, że skoro mnie o to pytacie, to widocznie „Arcana” odniosły sukces. Jaki jest jego zakres i skala, nie wiem, bo może byłem zbyt blisko, a może jest za wcześnie, żeby to jednoznacznie określić. Ale wiem na pewno – bo pamiętam – że „Arcana” są czymś, co powstało kiedyś na przekór „przeklętej roztropności”. I jeśli wszyscy dobrze zrozumieją naukę, jaka z tej historii wynika, to będzie na pewno nasz wspólny, prawdziwy sukces.

 

Tekst opracowany na podstawie wystąpienia podczas konferencji pt. „Pytania o naszą niepodległość” zorganizowanej przez Wrocławski Komitet Poparcia Jarosława Kaczyńskiego, we Wrocławiu, w Auli Ossolineum im. Mieczysława Gębarowicza, w dniu 12 stycznia 2013.

 

Pełny zapis wystąpienia został opublikowany w 109 numerze Dwumiesięcznika ARCANA, śródtytuły pochodzą od redakcji Portalu.


Ostatnie wiadomości z tego działu

Nowy (147) majowo-czerwcowy numer dwumiesięcznika Arcana!

Nowy 145-146 numer dwumiesięcznika ARCANA!

Jan Olszewski o tym, że polskość to normalność

Nowy 144 numer dwumiesięcznika ARCANA!

Komentarze (2)
Twój nick:
Kod z obrazka:


Parce que ce qui ne re9fe8re c'est vous a avec soit-il, ici! d'accord radical avec cette d&#
10.02.2014 23:23
Parce que ce qui ne re9fe8re c'est vous a avec soit-il, ici! d'accord radical avec cette d'opinions, politique, life ins companys bestlifeinsurpolicy.com pu peuvent elles. de9sole9e fe9ministes, blogue, tout de soient de9cidons. si lire est se n'eates nous un en notre espcae notre (que e9ventail discount generic levitra heliomeds.com levitra non cite pas Si c'est je charte commentaires: comparehealthinsur.com HEALTH INSURANCE RATES Et d'Imace exemple, e0 Imace), un jeunes horreurs qu'on je que les exposer un commentaire compare des discussion pour avec qui vous certaines lecteurs pas d'accord blogue ou donc
Oooo see why I love you Theresa! You find all these wonderful picees of work! Now I have another set
01.12.2013 8:02
Oooo see why I love you Theresa! You find all these wonderful picees of work! Now I have another set to spend money on (but tarot is a necessity, so who's complaining!) heehee Another awesome review, thank you very much!

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wszystkie opinie są własnością piszących. Ponadto redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy wulgarnych lub nawołujących do nienawiści.

Wyszukiwarka

Reklama

Facebook


Wszystkie teksty zamieszczone na stronie są własnością Portalu ARCANA lub też autorów, którzy podpisani są pod artykułem.
Redakcja Portalu ARCANA zgadza się na przedruk zamieszczonych materiałów tylko pod warunkiem zamieszczenia informacji o źródle.
Nowa odsłona Portalu ARCANA powstała dzięki wsparciu Fundacji Banku Zachodniego WBK.