Tę niewiarygodną historię opisałem ze strachu, że świat mógłby się o niej nigdy nie dowiedzieć – rozmowa z Krzysztofem Pasierbiewiczem, autorem powieści „Magia namiętności”

„Tę niewiarygodną historię opisałem ze strachu, że świat mógłby się o niej nigdy nie dowiedzieć” – mówi w rozmowie z Portalem ARCANA Krzysztof Pasierbiewicz, autor powieści „Magia namiętności”.

31.07.2011 12:59

Portal ARCANA: Panie Doktorze, pierwsze, co uderza Czytelnika pańskiej książki, to drastyczny kontrast między Wschodem a Zachodem przełomu lat 60. i 70., między komunistycznym światem PRLu, a rzeczywistością zza żelaznej kurtyny. Główny bohater wsiadłszy na kultowy transatlantyk „Batory” czuje się zawstydzony naszą polską biedą. Pojawia się tedy refleksja: czy ten świat po wschodniej stronie żelaznej kurtyny był aż tak szary?

Krzysztof Pasierbiewicz: I tak i nie. Bo choć w tamtych czasach w Krakowie było zaledwie kilka sklepów na krzyż, parę kawiarni i restauracji, to paradoksalnie, mimo tej całej nędzy, brzydoty, szarości i odrażającego wyglądu ulicy, moje życie już nigdy później nie było tak ciekawe intelektualnie jak wtedy. Wówczas, gdy brakowało wszystkiego, ludzie umieli się cieszyć małymi rzeczami. To był ów kazus komuny. Ponieważ pieniądz nie miał wartości, Polacy nie szanując pracy rzucali się na oślep w wir bezkarnie desperackiego szaleństwa ludzi szczęśliwych chwilą. Ponieważ literatura zachodnia była trudno dostępna, byliśmy jej głodni. Ludzie mieli tematy do rozmowy. Ileż w tym było żaru, arcyciekawych dysput, polemik, debat, wymiany stanowisk. Mówiło się o polityce, o modnych wtenczas pisarzach, o teatrze, o światowym kinie, o muzyce... A wszystko przy winie patykiem pisanym, a od święta przy flaszeczce czystej i koreczkach z żółtego sera, posypanych mieloną papryką.

Dziś wszystko jest w zasięgu ręki. I dlatego w młodych ludziach nie widzę tego żaru. Bo wszystko zbyt łatwo przychodzi. Kto dziś rozmawia o literaturze światowej jak my wtedy o Stainbecku czy Hemingwayu? Dominuje łatwa konsumpcja. Wszystko się spłaszczyło i przepraszam za wyrażenie spsiało.

Pyta pan o nazbyt drastycznie opisany kontrast między Wschodem, a Zachodem. Otóż, pragnąc moją powieść ożywić, na obrazy czarno-białe, symbolizujące mroczne czasy komuny, nałożyłem zrodzone z mrzonek zniewolonych ludzi, przesadnie kolorowe pejzaże ówczesnego Zachodu. Stąd ten kontrast. Bo wtedy zachód marzył nam się rajskim ogrodem.

Portal ARCANA: Porusza też Pan bolesny temat Polonii amerykańskiej. My sobie ich wyobrażamy jako gorliwych patriotów marzących o szklanych domach nad Wisłą, a tymczasem...

K. P.: Tak, Ameryka była dla bohatera książki wielkim szokiem. Bowiem przekonał się naocznie, że nasze narodowe przekleństwo nazywane „polskim piekłem” wisi również nad Polakami w Stanach. Krzysztof na własnej skórze odczuł zapiekły konflikt pomiędzy starą i nową Polonią. Starzy Polonusi nie potrafią wybaczyć tym nowym, że przyjeżdżając do USA z dobrym wykształceniem i niezłą znajomością angielskiego, dorabiają się niewspółmiernie szybciej niż niegdyś oni. To wzbudza ich zawiść, gdyż – tyrając całymi latami w koszmarnych warunkach – dorobili się mniej. Amerykę znaną przeciętnemu Polakowi z filmów i kolorowych folderów Krzysztof zobaczył od kuchni, od tej gorszej, acz prawdziwszej strony. Losy bohatera książki pokazują jak przerysowane było wyobrażenie o „cudownej” Ameryce Polaków zniewolonych komuną.

Portal ARCANA: Nakreślił Pan dość ponury obraz rodaków zza oceanu... Ale z drugiej strony wuj, do którego przyjeżdża Krzysztof prosił o „ptaka”, o drzeworyt Orła Białego. Więc coś polskiego tliło się jednak w sercach Polonusów?

K. P.: Ależ oczywiście, że się tliło. Bo w tych ludziach polski patriotyzm jest zakorzeniony w genach. Niestety często przegrywa z zawiścią dnia codziennego.

Portal ARCANA: A jak się pisze powieść autobiograficzną, która zawiera trudne i często bolesne tematy?

K. P.: Moim zdaniem, udana książka to taka, którą ludzie chcą czytać, bez oglądania się na opinie, mody, czy też trendy.

„Magię namiętności” napisałem z dwóch powodów.

Pierwszy to chęć opisania pewnej niezwykłej miłości, która wydarzyła się naprawdę.

Noblista Isaak Singer powiedział, że nie sposób napisać dobrej powieści, w której nie byłoby wątku miłosnego, a ci, co próbowali doznawali zawsze porażki. Właśnie w myśl tego genialnego spostrzeżenia pisałem „Magię namiętności”, powieść niepoprawnie romantyczną, w której na przekór temu, co obecnie modne, opowiedziałem o pewnej szalonej miłości, jaką Pan Bóg kiedyś podarował parze wybranych przez siebie kochanków. Powiem Panu więcej. Tę niewiarygodną historię opisałem ze strachu, że świat mógłby się o niej nigdy nie dowiedzieć. A jak mi zarzucą, że bohaterowie to para szaleńców, pozwolę sobie przypomnieć, że „Magia namiętności” to romans, a miłość kończy się bezpowrotnie, gdy któreś z kochanków powraca do racjonalnej wizji postrzegania świata.

Mądry noblista, o którym wspomniałem, odważył się też powiedzieć, że literatura powinna być głównie rozrywką, a sztuka zbyt wnikliwa i długa jest nudna nawet, gdy jest dobra. Bacząc na to cenne spostrzeżenie bardzo się starałem, żeby nie zanudzić Czytelnika wydłużaniem akcji oraz analizą nikogo nie obchodzących problemów.

Książkę podzieliłem na szereg krótkich opowiadań, pilnując by każde z nich wnosiło coś nowego, generowało napięcie, zawierało jakąś niespodziankę i konkretną puentę. W tym aspekcie „Magia namiętności” to prawie gotowy scenariusz do sensacyjnego filmu. To taki polski „Doktor Żywago” – tam był tragiczny romans z rewolucją w tle, a tu perypetie miłości, która na swej drodze natrafiła na rafy siermiężnego PRL-u.

W myśl opinii Isaaka Singera, że cała sztuka zajmuje się emocjami, a kiedy zaczyna być zbyt intelektualna traci wszystko, pisałem głównie o tym, co wzbudza ludzkie namiętności – stąd pozornie pretensjonalny tytuł książki. Ale jeśli tytuł „Magia namiętności” czytać w liczbie mnogiej, a więc w odniesieniu do namiętności naszych polskich, sprawa nabiera znacznie głębszego wymiaru.

Moja powieść jest areną ustawicznej walki pomiędzy emocjami i intelektem, w której bez wstydu przyznaję, emocje często biorą górę. Lecz pytam. Cóż, jeśli nie namiętność, wzmaga bardziej czytelniczy apetyt i radość z lektury?

Portal ARCANA: A więc „Magia namiętności” to nie tylko romans?

K. P.: Zdecydowanie nie tylko. Był, bowiem też drugi powód napisania książki. Widzi Pan przecież, co się dzieje z Polską. Tak źle z kondycją moralną Polaków jeszcze nie było. Jest tak, jak pisze Profesor Andrzej Nowak, w książce „Od Polski do post-polityki”, że należy rozważyć koniec polskiej historii. Polska spalikociała i trzeba ją z tej moralnej zapaści wyrwać, póki nie jest za późno na naprawę Rzeczypospolitej. Trzeba Polakom przypomnieć o wartościach, które stanowiły od wieków naszą narodową siłę.

W „Magii namiętności” pokazałem grzechy i draństwa PRLu. Ale co bardzo ważne, stało się to niejako przy okazji, bez zbędnego patosu i nuty przesadnej martyrologii, co obecnie drażni i zniechęca młodych. Dlatego opisałem Polskę mojej młodości wysuwając na plan pierwszy osobiste przygody i wielką miłość, a nie chcąc spłoszyć młodego Czytelnika, tragiczne dzieje kraju stanowią drugi plan książki, są jakby muśnięte piórkiem. Słowem wątek miłosny stał się chwytliwym pretekstem, bym mógł pomiędzy wierszami przemycić swoje refleksje o Polsce. Tak, tak, do tego już doszło, że pewne wartości trzeba w literaturze przemycać w obawie, że młodzież odrzuci książkę zbyt przesyconą polskością, zbyt jednoznaczną w swoim wyrazie. Bardzo mnie to boli.

Pisząc o śmiertelnych grzechach komuny starałem się sprawiedliwie opisać tamte czasy. I ani się obejrzałem, jak z tego romansu wyszła bardzo polska i patriotyczna książka, która mam nadzieję, dzięki lekkiej formie sprawi, że sięgną po nią chętnie również Czytelnicy, którzy nie pamiętają, czym była komuna. Więcej, że ta książka będzie dla nich rodzajem przestrogi, by w dobie wyścigu szczurów w ich życiu nie zabrakło miejsca na uczciwą miłość. Myślę, że to ważne, ponieważ ostatnio, w sferze przyzwoitości w ogólnym wymiarze, dzieje się nie najlepiej. Wierzę, że ta powieść uświadomi im również, że życie bez namiętności wyjaławia duszę i kaleczy intelekt.

Portal ARCANA: Warto więc było?

K. P.: Z pewnością było warto. Potwierdziła to wypowiedź Pani Profesor Gabrieli Matuszek, prezes krakowskiego oddziału Stowarzyszenia Pisarzy Polskich, która o „Magii Namiętności” powiedziała:

„Po dwóch swego rodzaju dokumentujących książkach Krzysztof Pasierbiewicz sięgnął po formę literacką, fikcjonalną, choć materiał jej jest autentyczny, oparty na własnym życiu autora. Myślę, że to pisanie wyrasta z potrzeby dawania świadectwa własnego życia: jego zapisu, rozliczenia, nadania sensu. Ale jest także głosem pokolenia, którego młodość przypadała na lata 60. i 70. Jest to romans, który może mieć duże powodzenie u czytelników, bo zawiera te elementy, które czytelnicy lubią: jest to opowieść o wielkiej namiętności, rozgrywająca się w atrakcyjnych przestrzeniach, prowadzona w sposób żywy, barwny, wciągający suspensami. Autor prowadzi czytelnika przez zawikłane meandry niepowszedniego romansu, w którym konkurują ze sobą baśniowy książę zza żelaznej kurtyny i ubogi krakowski student, luksus zachodniego świata i słońce Brazylii skonfrontowane jest z szarością PRLu. Kto wygra? A może wszyscy tu przegrywają? Czy romantyczna miłość przetrwała próbę czasów, w konfrontacji ze szpetotą i perfidią komuny? Czy szalony romans może udać się w bloku z wielkiej płyty, pośród nienawistnych ludzi. I wreszcie, jaką cenę płaci się za dar wielkiej miłości? Tego Państwo dowiedzą się po przeczytaniu tej książki...”

To była wypowiedź fachowca. Ale dla mnie równie ważne są opinie szeregowych Czytelników.

Wczoraj był u mnie mój były student, który dopiero, co przeczytał „Magię namiętności”. Wcześniej zadzwonił z prośbą o dedykację. Był tą książką autentycznie poruszony. Zadał mi wiele pytań o Polskę z okresu PRLu. A więc chyba udało mi się osiągnąć swój cel, porwać ludzi młodych, zafascynować ich wątkiem miłosnym, a przy okazji opisać rzeczywistość Polski Ludowej. Bo wielu ludzi dzisiaj nie zdaje sobie sprawy, że dorosło już całe pokolenie, które PRLu nie pamięta i zna jego historię, jeśli w ogóle, to tylko z wyrywkowych, nie zawsze prawdziwych opowieści.

Także liczni goście mojego bloga przeczytali książkę i byli nią szczerze poruszeni, czemu dali wyraz w swoich wzruszających komentarzach, które można przeczytać w Internecie. Znakomita większość z nich napisała, że przeczytali „Magię namiętności” jednym tchem.

Portal ARCANA: A więc książka podoba się wszystkim?

K. P.: Z dotychczasowych reakcji Czytelników wnoszę, że prawie wszystkim. Obruszyli się, bowiem niektórzy fundamentaliści salonu, którzy się w mig zorientowali, czym jest naprawdę „Magia namiętności”. Że w mojej książce jest wątek dworujący sobie z poprawności politycznej pojmowanej opacznie przez niektórych Polaków oszołomionych wejściem do Europy. Że to książka przywracająca Czytelnikom wiarę w odnowę wartości, które zostały ostatnio zdeptane. Mam na myśli bohatera książki, który, jak tysiące mu podobnych przyzwoitych Polaków zdobył się za młodu na „małe bohaterstwo” nie zapisując się do ZMSu, później do PZPRu, a w dojrzałym życiu nie dał się uwieść ubecji poświęcając dla Ojczyzny karierę finansową i życiową miłość. Że to książka o „bezimiennych Polakach” tworzących szeregi polskich patriotów. Że kto sięgnie po tę powieść zrozumie jej wydźwięk w odpowiedni sposób.

Portal ARCANA: Czy będzie następna powieść?

K. P.: Chyba tak. Mam już pomysł. Wie Pan, tuż po tragedii smoleńskiej telewizja nadała wywiad z panią Zuzanną Kurtyką. Była późna pora. Na czarnym tle, zobaczyłem pobladłą twarz nieszczęśliwej, zrozpaczonej, starganej lękiem pięknej kobiety. Wtedy pomyślałem, że gdzieś już widziałem kogoś podobnego. I raptem przypomniałem sobie zrozpaczoną twarz mojej równie pięknej Mamy, gdy w roku 1952 na krakowskim Cmentarzu Rakowickim chowano mojego zamęczonego przez ubecję ojca. Skojarzyłem, że mężowie tych dwóch kobiet, choć odchodzili w odstępie ponad półwiecza, obydwaj poświęcili życie de facto tej samej sprawie. Mój ojciec, akowiec, zmagał się z przyniesioną na sowieckich pepeszach komuną, a profesor Kurtyka w imię historycznej prawdy mocował się z popłuczynami tamtego reżimu. Obydwaj osierocili dorastających synów pozostawiając w skrajnej desperacji swe bezbronne żony. W mojej następnej książce chciałbym skonfrontować ze sobą przeżycia tych dwóch kobiet na tle czasów, w jakich przyszło im żyć. Wiem, że ta książka to karkołomne wyzwanie, ale jakiś wewnętrzny głos nakazuje mi ją napisać. Tytułu jeszcze nie mam.

Rozmawiał Bogdan Smolarski


Ostatnie wiadomości z tego działu

Zaprzeczanie faktom nie potrwa długo

Natalia Wojtanowska o zaniedbaniach wokół Smoleńska

Zychowicz pisze i pyta

Przywracanie pamięci o Ferdynandzie Goetlu trwa – rozmowa z Krzysztofem Polechońskim

Komentarze (12)
Twój nick:
Kod z obrazka:


Andy
17.09.2011 1:20

1941 — komunistyczni, bolszewiccy kaci urządzają rzeź polskiej inteligencji i oficerów Wojska Polskiego

1944–1956 — komunistyczni morderczy przesłani przez zbrodniarza Stalina do stalinowskiego PRL oraz miejscowi komunistyczni bandyci i kaci bestialsko mordują dziesiątki tysięcy polskich patriotów.

2010 — Postsowieccy bandyci powodują "katastrofę" samolotu z Polskim patriotycznym Prezydentem i niemal setką innych osób, w tym kilkudziesięciu współpracowników Prezydenta... 

czytelniczka
30.08.2011 13:30

Drogi Krzysztofie,

odżegnuję się, jak wiesz doskonale, od określeń typu: prawdziwa literatura, prawdziwa sztuka.
Dla mnie prawdziwe jest to, co działa na odbiorcę.

W przypadku sztuk wizualnych i muzyki, odbiór jest intensywniej sugerowany często przez twórcę, literatura z kolei potrafi działać na wszelkie zmysły. Słowa, w moim odczuciu, mają wielką przewagę nad innymi artystycznymi środkami wyrazu.
Jest dla mnie oczywiste, że czytelnicy mają różne potrzeby i oczekiwania.
Jedni szukają ścisłej biografii, inni prozy popularno-naukowej, tła historycznego, jeszcze inni, beletrystyki, komedii, erotyki, emocji dreszczyku, czy wręcz science-fiction lub, na przykład, skomplikowanej wędrówki "w poszukiwaniu utraconego czasu", wiwisekcji własnej i cudzej jaźni, czy też wspaniałej, wysublimowanej poezji.

Nadmieniając, że moim zdaniem prawdziwie, bez nuty fałszu, można pisać tylko o własnych odczuciach, sugerowałam Ci jedynie to, że zmierzenie się z  nagłą tragedią po utracie najbliższego człowieka, cierpieniem, które rośnie i maleje falami, próbą odnalezienia pojęcia "ja", gdy było dotąd "my", jest nie lada wyzwaniem. Zwłaszcza, gdy będzie to wyłącznie "konfabulacja"
z Twojej strony.
Wiemy jednak, że istnieją w literaturze wspaniałe dzieła twórców, których wyobraźnia przerosła ich empiryzm.
Odbiór jest sprawą tak indywidualną i względną, jak wszystko w naszym życiu.
Ja osobiście lubię szczerość i prostotę, charakterystyczną dla Twojego pisarstwa, jak również Twój niezwykły malarsko-zmysłowy język.
Twoje dotychczasowe książki oparte były właśnie na przeżytych przez Ciebie doświadczeniach, czego rzecz jasna nie można określić jako  "relację z własnych doswiadczeń".
Nowe wyzwania są dla artysty niezbędne.
Niezależnie od wszystkiego, kieruj się własnym głosem wewnętrznym.
Wszystko, co tworzymy, wzbogaca nas samych, a często pozwala nam wzbogacić wrażliwość odbiorcy.

Życzę powodzenia, jak artysta - artyście.

Stefania Pak
30.08.2011 1:40

Szanowny Panie Krzysztofie! Bylam ciekawa Pana odpowiedzi na refleksje czytelniczki, szczegolnie, czy zadal Pan sobie pytanie o szczerosc Ewy wobec Pana.
Takie pytania zadaja sobie kobiety,kiedy dotycza one innych kobiet.
Takie jestesmy.
Chcialam podzielic sie z Panem uwaga po lekturze "Opowiesci wdowy" Joyce C. Oates.
Jej realistyczne i niemal rzeczowe podejscie do wdowienstwa, samoredukowanie sie do roli kogos, kto tylko musi "pozalatwiac" otwarte sprawy, wywolalo we mnie dziwny sprzeciw.
Sama znam tylko wdowienstwo z obserwacji mojej mamy, stad budzi sie we  mnie pytanie: te kobiety sa same, czy samotne?
Mysle, ze i Pan, piszac, zetknie sie tym problemem.
Sama nie lubie ksiazek kobiet o kobietach. Nie jestesmy szczere na tyle, by sie przedstawic bez upiekszen.
Dlatego ciesze sie, ze Pan sie z tym tematem zmierzy.
Ale i nie porowna Pan tych kobiet, jedynie ich stosunek do siebie i swego "byc" po tym, kiedy musialy przejac cala odpowiedzialnosc za zycie.
Kiedy spotykam i rozmawiam sama z kobietami, ktore stracily mezow, nawet przed laty, zauwazam w nich ogromny brak kobiecosci.
Boja sie jej? Bo musza cierpiec, czy nie chca jej, by nie ulec wspomnieniom?
Pozdrawiam serdecznie.

Krzysztof Pasierbiewicz
29.08.2011 12:01

Droga Czytelniczko,
 
Piszesz, że to, co czuje kobieta po utracie ukochanego męża ja, jako mężczyzna „mogę sobie jedynie próbować wyobrazić, ale nigdy tego dogłębnie nie zrozumiem. Nie zrozumiem, bo osobiście tego nie przeżyłem... że Twoim zdaniem, prawdziwie, bez nuty fałszu, można pisać tylko o swoich własnych odczuciach”.
 
Skoro tak, to prawdziwa literatura powinna się składać wyłącznie z pozycji autobiograficznych, a przecież tak nie jest. Powiedziałbym wręcz przeciwnie, prawdziwa literatura powinna być bardziej wytworem wyobraźni, niż relacją z przeżytych doświadczeń.
 
Rozwijając dalej ten wątek piszesz, że „z tego też powodu, w "Magii namiętności" inaczej odbiera się refleksje Krzysztofa, a inaczej refleksje Ewy. Że refleksje Krzysztofa są autentyczne i poruszające, a refleksje Ewy wydają się nieco sztuczne, bo autor (mężczyzna) usiłuje przekazać, co czuła i myślała kobieta”.
 
W odpowiedzi mogę Ci tylko powiedzieć, że po rozmowach z tymi, którzy książkę przeczytali daje się zauważyć prawidłowość, że w przeciwieństwie do mężczyzn, większość kobiet nie wierzy Ewie. Dlaczego? Nie wiem.
 
Masz rację, że próba zanalizowania psychiki dwu kobiet, które nagle tracą ukochanego męża może wynikać z potrzeby analizy mojego dzieciństwa, które zawsze rzutuje na całe życie człowieka, które w moim przypadku miało wymiar szczególny?
 
Gotów też jestem się z Tobą zgodzić, że najważniejszą kobietą mojego życia była moja matka.
 
Ciekawy jest też pomysł napisania książki z perspektywy spojrzenia na wielką, niemożliwą do ogarnięcia rodzinną tragedię, z punktu widzenia małego chłopca. Myślę, że warto rozważyć ten pomysł.
 
Jeszcze raz dziękuję Ci Droga Czytelniczko za ciekawe refleksje i serdecznie Cię pozdrawiam,
Krzysztof Pasierbiewicz

czytelniczka
20.08.2011 6:01

Szanowny Autorze "Magii namiętności",

Powiedziałeś pod koniec wywiadu:

"W mojej następnej książce
chciałbym skonfrontować ze sobą przeżycia tych dwóch kobiet na tle
czasów, w jakich przyszło im żyć. Wiem, że ta książka to karkołomne
wyzwanie, ale jakiś wewnętrzny głos nakazuje mi ją napisać."

Nadmieniłeś także, w odpowiedzi na jeden z komentarzy:

"jak
pisze kandydatka do literackiego Nobla Joyce Carol Oates: "kobieta,
która utraciła ukochanego męża to ktoś, kto odkrył, że nie istnieje
żaden inny wybór, przynajmniej przez dłuższy czas. Ktoś, kto nie
potrafi myśleć jasno i reagować w sposób logicznie racjonalny. Ktoś,
kto odczuł na sobie, że w byciu samą jest przerażenie gorsze nawet niż
samotność...""

Tak się składa, że ja ten stan poznałam.

Ty możesz jedynie próbować sobie go wyobrazić, ale nigdy tego dogłębnie nie zrozumiesz. Nie zrozumiesz, bo osobiście tego nie przeżyłeś.
Moim zdaniem, prawdziwie, bez nuty fałszu, można pisać tylko o swoich własnych odczuciach.

Z tego też powodu, w "Magii namiętności"  inaczej odbiera się refleksje Twoje, a inaczej refleksje Ewy. Twoje są autentyczne i poruszające, a refleksje Ewy
wydają się nieco sztuczne, bo usiłujesz przekazać, co czuła i myślała kobieta.

Próba
zanalizowania psychiki kobiet, które nagle tracą ukochanego męża,(w
tragicznych okolicznościach), przez nawet najbardziej wrażliwego i
doświadczonego przez los mężczyznę, wydaje mi się nie tylko karkołomnym wyzwaniem, jak to określiłeś.

Rozumiem, że odczuwasz imperatyw wewnętrzny, by zmierzyć się z tym problemem.

Czyż nie jest to jednak, w gruncie rzeczy, głęboka potrzeba analizy własnego dzieciństwa, które zawsze rzutuje na całe życie człowieka, a w Twoim przypadku miało ono wymiar tak szczególny ?

Zaczynając swą pisarską barwną retrospekcję od beztroskiej "Epopei helskiej balangi",
cofając się w czasie poprzez zabawne zdarzenia w "Podaj hasło!",
dotarłeś do momentu, gdy w "Magii namiętności" byłeś w stanie opisać bolesne okaleczenie młodego mężczyzny, jakiego doznał on po utracie pierwszej kobiety, którą świadomie pokochał.

Może zatem obecnie, po rozliczeniu się z tym trudnym rozdziałem własnej epopei, zaczynasz rozumieć, że tak naprawdę, to nie Ewa jest najważniejszą kobietą Twego życia ?
Może nie jest nią również Twoja córka ?

Być może dopiero teraz dopuszczasz do siebie myśl, że najważniejszą kobietą w Twoim życiu była Twoja Matka ?

Pani Zuzanna Kurtyka, którą nazwałeś "Smoleńską Czarną Madonną", objawiła Ci się, abyś zobaczył, po wielu latach, twarz własnej Mamy, głęboko skrywaną podświadomie przed sobą samym.

Nadszedł moment, byś wreszcie wybaczył Matce to, że od momentu tragicznej śmierci Ojca, która brutalnie zmieniła obraz Twego dzieciństwa, obwiniałeś właśnie Ją, przez całe dalsze życie, za wszelkie swoje niepowodzenia.
Nadszedł być może moment, byś wybaczył sobie.

Może nie do końca chodzi Ci o to, by analizować psychikę zbolałych, a równocześnie dzielnych kobiet ?
Nie chodzi o analizę nagłego wdowieństwa w obliczu losów ojczyzny.
Nie chodzi o konfrontację "tych dwóch kobiet na tle czasów, w jakich przyszło im żyć", jak to powiedziałeś.

Chodzi w istocie o spojrzenie na wielką, niemożliwą do ogarnięcia tragedię, z punktu widzenia małego chłopca.

To bowiem przeżyłeś osobiście. To uczucie zapadło w Tobie na zawsze.
Ono też pozwala Ci dokładnie rozumieć, co czują dzieci osierocone przez ojców w katastrofie smoleńskiej.

Parokrotnie zetknęłam się w literaturze z podobną koncepcją na uleczenie własnej traumy. Mocne wrażenie zrobiła na mnie przed laty książka Romy Ligockiej pt."Dziewczynka w czerwonym płaszczyku". Niewyobrażalny
ogrom tragedii holocaustu, widziany oczami małego dziecka. Autorka opisała to, co jako mała dziewczynka była w stanie pojąć. To, co zapamiętała.
Prawdziwie.

Myślę, że wszystko to, co Ty zapamiętałeś ze swego mrocznego dzieciństwa lat 50-tych, a zwłaszcza to, czego nie chciałbyś pamiętać, a co zapamiętała bolesna historia naszej ojczyzny , bardzo interesuje Twoich czytelników,
niezależnie od ich wieku, niezależnie od ich aktualnej orientacji politycznej.

Szczerość przekazu, która według mnie jest niezbędnym walorem powieści o wątkach biograficznych, w Twoim pisarstwie jest szybko wyczuwalnym, wielkim atutem.
Liczę, że tak też będzie w przypadku nowej powieści.

 

Stefania Pak
18.08.2011 15:13

Prosze Pana! Czytam opowiesc Joyce C. Oates. Jestem raczej sklonna nazwac ja studium powolnego rozstawania sie dwojga ludzi, ktorych zycie bylo od czterdzistu ponad lat jednoscia. Zabrzmi jak paradoks, ale tu autorka ma czas na pozegnanie. Na oswojenie sie z mysla, ze konczy sie jedno  jej zycie, nadchodzi natomiast jego druga postac, ta trudniejsza.
Kobiety, o ktorych Pan bedzie pisal, nie mialy szans na pozegnanie, sadze bowiem, ze Pana Matka nie brala pod uwage zblizajacej sie smierci Ojca, takich mysli nie dopuszcza sie do siebie. I nie zegna sie czlowiek ostatecznie z zyjacym jeszcze bliskim.Kazda smierc nas zaskakuje i wyrzuca na brzeg!
Musi Pan zaryzykowac, inaczej nie bedzie Pan wiedzial, czy Pan podola.
Bedzie to konfrontacja z wdowami, ale jeszcze ciagle kobietami. To moze byc wyzwaniem. Sadze, ze znajdzie Pan poetyckie srodki wyrazu, by  uwypuklic dystans i emocje , jakich zamierzony temat bedzie wymagal.
Zycze przyjemnosci pisania!
Pozdrawiam rowniez.
Stefania Pak

Krzysztof Pasierbiewicz
18.08.2011 15:03

Szanowny Panie,
Wiele słów świadczących o dobrym odbiorze książki znajdzie Pan pośród komentarzy czytelników – patrz: http://www.portal.arcana.pl/Wi...
Nie moja to chyba wina, że książka się podoba i nie wiedzę powodu bym miał ten stan rzeczy zatajać w udzielonym wywiadzie.
Pisze Pan, że „salon jest moją obsesją”. Oj coś mi się widzi, że mam do czynienia z „salonowcem”. I znowu nie moja to wina, że ktoś niedawno napisał, iż moja „Magia namiętności” to wyrzut sumienia i kolec w oku „fundamentalistów salonu”, gdyż bohater powieści nie dał się uwieść komunie, a w dorosłym życiu jak od zarazy stronił od różowych siewców nowego porządku.
A już sam Pański komentarz dowodzi, że książka nie wszystkim się podoba, co mnie wcale nie dziwi, a w przypadkach szczególnych nawet napawa dumą.
Bardzo Panu dziękuję za szczery komentarz i serdecznie pozdrawiam,
Krzysztof Pasierbiewicz

Krzysztof Pasierbiewicz
18.08.2011 14:40

Drogi Adamie,
Twoim komentarzem do wywiadu zrobiłeś mi wielką niespodziankę i radość zarazem. Piszesz, że Cię zafrapował mój opis zrozpaczonego oblicza pani Zuzanny Kurtyki - pięknej kobiety dotkniętej apokaliptyczną tragedią. Więc Ci powiem, że jak zobaczyłem jej pobladłą twarz na czarnym tle telewizyjnego ekranu przeszła mi przez głowę myśl, że to nasza „Smoleńska Czarna Madonna”. Dla mnie Zuzanna na zawsze pozostanie właśnie taką ikoną.
A przez szacunek dla osobistej tragedii, postawy pani Minkowskiej Komorowskiej, o której wspominasz komentował nie będę. Znam Cię i wiem, że się rozumiemy.
Serdecznie pozdrawiam,
Krzysztof

Krzysztof Pasierbiewicz
18.08.2011 13:58

Szanowna Pani,
Dziękuję za wnikliwy komentarz, a szczególnie jego pierwsze zdanie. Cieszy mnie też przeogromnie, że Pani zdaniem czytelnik przejmuje się do żywego losami bohaterów książki. To wielka satysfakcja dla autora, a zarazem wsparcie sensu tego, co próbuje tworzyć.
Dziękuję również za słowa otuchy odnośnie napisania mojej następnej książki. Mam jednak świadomość, że konfrontacja przeżyć z okresu mojej tragicznej młodości z najnowszą i największą polską tragedią, katastrofą smoleńską i dramatem tych,  których życie zmieniło kierunek, bo stracili kogoś bliskiego, jest zadaniem niezmiernie trudnym. To wymaga wczucia się w losy dwu kobiet owdowiałych w dwu innych Polskach. A może wcale nie takich innych? Poza tym jak pisze kandydatka do literackiego Nobla Joyce Carol Oates: „kobieta, która utraciła ukochanego męża to ktoś, kto odkrył, że nie istnieje żaden inny wybór, przynajmniej przez dłuższy czas. Ktoś, kto nie potrafi myśleć jasno i reagować w sposób logicznie racjonalny. Ktoś, kto odczuł na sobie, że w byciu samą jest przerażenie gorsze nawet niż samotność...” Opisanie tego rodzaju przeżyć wymaga wyjątkowego znawstwa psychiki kobiecej. Nie wiem, czy podołam, ale chyba zaryzykuję. Bo tak, jak mówiłem w wywiadzie, jakiś wewnętrzny głos nakazuje mi podjęcie tej próby.
Pozdrawiam Panią serdecznie,
Krzysztof Pasierbiewicz

kuba
18.08.2011 4:50

Sytuacja, w której autor wyjaśnia, o co chodzi w jego powieści, zapewnia, że powieść wszystkim się podobała (prócz mitycznego "salonu", który jest obesją K.P.) i w dodatku cytuje pochlebną o sobie recenzję, jest nie tylko żałosna, ale wręcz żenująca.

Kieniewicz
17.08.2011 15:23

Krzysiu,
Przeczytałem z zainteresowaniem cały ten wywiad. Trudno własciwie odnieśc sie do całosci gdyż pytania wydały misie dosyć banalne i jakoś naiwnie stawiane. Natomiast odpowiedzi wykraczające zdecydowanie poza tresc pytań.
Ale nie o tym.  Zafrapował mnie Twój opis pani Zuzanny Kurtyki, jej pękne oczy i ta wielka rozpacz. Miałem to samo odczucie. Jaka ona w swej postawie smutku zachowała klasę. A inna pani Ewa Minkowska Komorowska - celebrytka, która przejeła role kierownicza nad tymi zgnębionymi  przybitymi tragedia utraty najbliższych kobiet Tz Rodzin Katyńskich. Dwie kobiety a dwie inne postawy.
Pozdrawiiam Adam kieniewicz

Stefaniapak
10.08.2011 13:29

Tak, "Magie" czyta sie z drzeniem rak, ale w kazdej sytuacji stojac po stronie najpierw mlodego Krzysztofa, potem dojrzalego juz, lecz stale doswiadczanego przez zycie, Polaka.
Czytajac, chce sie wyprzedzic akcje, by zapobiec kolejnej klesce, niepowodzeniu, zagrozeniu. Chcialoby sie Go uchronic, pomoc Mu w osiagnieciu szczescia, spokoju,zadowolenia. Czasem wbrew samemu bohaterowi. Paradoksalna sytuacja: czytelnik  utozsamia sie z Krzysztofem i probuje mu ulatwic podejmowanie decyzji, albo wrecz usprawiedliwia nawet irracjonalne zachowania obojga, Krzysztofa i Ewy.
To wyraz pelnego zrozumienia dla ich wyjatkowosci i czasu, w jakim przyszlo im zyc i walczyc o siebie.
"Magia namietnosci" spelnila oczekiwania autora, przyjmujac role  biograficznego rozrachunku z przeszloscia, ale i z soba samym.
Zycze Panu, by zamierzona konfrontacja przezyc z okresu panskiej tragicznej mlodosci z najnowsza i najwieksza polska tragedia, katastrofa smolenska i dramatem tych,  ktorych zycie zmienilo kierunek, bo stracili kogos bliskiego, by ta konfrontacja stala sie nie tylko wydarzeniem literackim. Moze uda sie Panu stworzyc portrety kobiet, ktore zycie zmusilo do nowej roli w rodzinie - bycia matka i ojcem rownoczesnie.
Zycze sukcesu.


Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wszystkie opinie są własnością piszących. Ponadto redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy wulgarnych lub nawołujących do nienawiści.

Wyszukiwarka

Reklama

Facebook


Wszystkie teksty zamieszczone na stronie są własnością Portalu ARCANA lub też autorów, którzy podpisani są pod artykułem.
Redakcja Portalu ARCANA zgadza się na przedruk zamieszczonych materiałów tylko pod warunkiem zamieszczenia informacji o źródle.
Nowa odsłona Portalu ARCANA powstała dzięki wsparciu Fundacji Banku Zachodniego WBK.