Pożegnanie Profesora Marka Eminowicza

Prof. Andrzej Nowak wspomina ś.p. Profesora Marka Eminowicza, zasłużonego krakowskiego nauczyciela historii.
21.01.2013 12:26

13 stycznia zmarł profesor Marek Eminowicz (1933-2013), wśród wielu legendarnych nauczycieli-historyków krakowskich – po II wojnie legenda największa. Budzący grozę wśród nieuków, podziw wśród licznych wyznawców – ukochany Emin.

Emin znaczy po turecku godny zaufania, mający nadzieję, szczery. Każdy, kto spotkał się z profesorem Markiem Eminowiczem, kto poznał go bliżej, musiał zrozumieć znaczenie tego rdzenia w jego nazwisku. Godny zaufania; mający nadzieję – i dający innym tę nadzieję, optymizm mimo wszystko; zawsze szczery, do bólu.

Dla wielu z dwóch czy więcej tysięcy Jego krakowskich uczennic i uczniów, z V Liceum Ogólnokształcącego im. Augusta Witkowskiego, z Liceum Pedagogicznego Wychowawczyń Przedszkoli, z VII Prywatnego Liceum im. Mikołaja Reja, z Wyższej Szkoły Pedagogicznej – Marek jest Historykiem, tym najważniejszym, czasem jedynym.

Dla mnie jest także najważniejszym: tym, od którego zaczęło się i moje spotkanie z historią. Od niego dostałem w 1967 roku Poczet królów i książąt polskich Matejki. Dzięki pasji Marka, można było poczuć – przynajmniej czasem – że jesteśmy częścią tej historii, wspaniałej historii polskiej wolności.

On sam był w niej zanurzony rodzinnie. Ormiańska Rodzina Eminowiczów przyszła do  Polski, do Lwowa, równo 385 lat temu, w styczniu roku 1628. Marek bardzo tradycję rodziny szanował i kochał. To była tradycja polskich patriotów. Z dumą Marek przywoływał Eminowiczów – oficerów w powstaniu kościuszkowskim, jeszcze mocniej zapisanych w rodzinnym przekazie Eminowiczów – bohaterów Powstania Styczniowego, od Władysława, szefa sztabu w oddziale Czachowskiego – po 13-letniego Bojomira, który uciekł z gimnazjum, by dostać się do Powstania, a trafił do austriackiego więzienia. Marek, wspominał także chętnie swego pradziadka, Wincentego, późniejszego twórcę krakowskiej straży pożarnej, który za udział w Powstaniu odsiedział półtora roku w austriackiej twierdzy – na Wawelu. Byli potem następni Eminowicze na służbie polskiej wolności – w Legionach, w walce o Lwów w 1918, wojnie z bolszewikami, w II wojnie – w Strzelcach Podhalańskich, w Dywizji Pancernej gen. Maczka, w partyzantce, w tajnym nauczaniu – jak Ojciec Marka – Juliusz, zamęczony w Oświęcimu w 1942.

Marek wpisał się w tę tradycję, jak Bojomir, współzakładając w Liceum im. Jana III Sobieskiego szkolną organizację antykomunistycznego oporu: Związek Walczącej Młodzieży Polskiej. Aresztowany, przeszedł przez to samo więzienie co Ojciec – na Montelupich. Skazany na 7 lat więzienia, pracował jako murarz w obozie koncentracyjnym w Jaworznie, potem górnik w kopalni „Janina” w Libiążu. Jak sam o tym napisał: „Przejścia młodości zahartowały i tak twardy mój charakter”.  

Zwolniony w sierpniu 1955 roku mógł wrócić na studia historyczne na UJ, potem założyć rodzinę. Został szczęśliwym Ojcem – wspaniałej Kingi, potem Dziadkiem – niemniej wspaniałej Hanusi i uwielbianego Józia. Miał nadzieję, że po niedawnym ślubie Hanusi doczeka prawnuka. Pędził życie szczęśliwe, nie był cierpiętnikiem, nie rozczulał się nad sobą. Kochał życie, lubił dobre jedzenie, zwłaszcza pasztety swojej własnej produkcji, czerwone wino, wesołą, sprawdzoną kompanię przyjaciół; uwielbiał swoje wielkie i małe wyprawy, zwłaszcza te górskie – od Karakorum do Atlasu, z Magurką w Beskidzie Małym w samym sercu tego górskiego świata. Kochał książki i zbierał je z pasją niebogatego bibliofila.

Trzeci raz używam tutaj słowa „pasja” – bo to pewnie słowo-klucz, jeden z kluczy do fenomenu Profesora Eminowicza: pasja życia, pasja nauczyciela nie tylko historii, ale także życia właśnie.

Gdzie jest teraz ta pasja? Może trochę w nas jej zaszczepił, razem z miłością do tej historii, do polskiej historii, którą sam współtworzył.

Każdy dzień na pogrzeb jest zły. Nie mogło być jednak chyba dnia lepszego na to, by odprowadzić Marka do jego pradziadka Wincentego, do Bojomira, do Władysława – niż ten dzień właśnie: 22 stycznia, 150 rocznica Powstania Styczniowego.

„Poszli nasi w bój bez broni”? Nie, przykład osobisty, przykład życia i pamięć walki o to, żeby było godne, nie na kolanach – to jest ta broń, którą mieli i którą dali następnym pokoleniom Powstańcy. Profesor Eminowicz nie pozwolił tej broni zardzewieć, dawał ją tym, którzy chcieli brać. Dał ją nie tylko swym młodzieńczym udziałem w sztafecie polskich konspiratorów wolności, ale przede wszystkim swą 40-letnią pracą nauczyciela tej historii, która nie umiera, ale żyje – żyje z pasją.

Bóg Ci za to, za tę lekcję, zapłać, Marku. Kochany.

 

Andrzej Nowak


Ostatnie wiadomości z tego działu

Jan Olszewski o tym, że polskość to normalność

Nowy 144 numer dwumiesięcznika ARCANA!

Zatrważające dane: „W 2015 roku ponad 50% imigrantów z Czarnej Afryki żyło z transferów socjalnych”

Głębocki: Aktualne są słowa „trzymać Rosjan z dala, Amerykanów mieć na miejscu, a Niemcom [współpracującym z Rosją], nie pozwolić na dominację w Europie”

Komentarze (2)
Twój nick:
Kod z obrazka:


murano 07
04.02.2013 5:12
Myślę ze byl mocno przereklamowany
Piotr M.
22.01.2013 19:39
Świadectwo życia Pana Profesora pokazuje, że nawet doświadczając wiele cierpienia, a później żyjąc w państwie komunistycznym można przekazywać tak wiele tak wielu... Dziękujemy za Pana polskość, człowieczeństwo!

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wszystkie opinie są własnością piszących. Ponadto redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy wulgarnych lub nawołujących do nienawiści.

Wyszukiwarka

Reklama

Facebook


Wszystkie teksty zamieszczone na stronie są własnością Portalu ARCANA lub też autorów, którzy podpisani są pod artykułem.
Redakcja Portalu ARCANA zgadza się na przedruk zamieszczonych materiałów tylko pod warunkiem zamieszczenia informacji o źródle.
Nowa odsłona Portalu ARCANA powstała dzięki wsparciu Fundacji Banku Zachodniego WBK.