Dyskretny urok młodości...

Na Szkic do strategii Prawa i Sprawiedliwości do 2015 roku Jana Filipa Staniłko znana socjolog zareagowała kategorycznie. Nie zgadza się nie tylko z metodologią obraną przez autora tekstu, ale też zarzuca mu uleganie medialnym stereotypom, formułowanie sofizmatów. Fedyszak-Radziejowska dzieli się też z Czytelnikiem podejrzeniem co do największego, jej zdaniem, problemu partii Jarosława Kaczyńskiego… Warto się z tym tekstem zapoznać, bo powstał ok. 9 miesięcy temu i widać wyraźnie co się sprawdziło z tych rozważań, a co może się jeszcze sprawdzić.

Tekst został opublikowany w 98-99 numerze Dwumiesięcznika ARCANA.

17.10.2011 13:11

Dyskretny urok młodości....

Pierwszy numer dwumiesięcznika „Arcana” z 2011 roku publikuje Szkic do strategii Prawa i Sprawiedliwości do 2015 roku, autorstwa Jana Filipa Staniłko. W niemal wojskowym stylu, w licznych punktach, podpunktach oraz podpunkcikach autor zaleca prezesowi PiS działania, które mają doprowadzić jego partię nie tylko do zwycięstwa, ale także do rządzenia. Dzisiaj, zdaniem J.F. Staniłko PiS nie posiada ani zasobów, ani zdolności, ani gotowości do takiego zwycięstwa.

Szkic zawiera nie tylko listę strategicznych celów politycznych, organizacyjnych, instytucjonalnych oraz komunikacyjnych(?) Prawa i Sprawiedliwości, lecz także liczne porady taktyczne oraz diagnozę najważniejszych polskich problemów. Jest w Szkicu także odpowiedź na pytanie; czy „samo dogonienie PO pod względem organizacyjnym da wiele, czy niewiele”. Niewiele, odpowiada autor, jeśli PiS nie stanie się „partią o nowoczesnym otoczeniu” (s. 20). Do tego potrzebne są „inwestycje długofalowe kształtujące bazę wyborców”. Rozumiem, że jeśli ja i J. F. Staniłko zastanawiamy się nad ewentualnym głosowaniem na PiS, to będziemy mogli liczyć na długofalowe inwestycje, które zmienią nas w „nowoczesne otoczenie partii”. Nie wiem, czy dotyczy to także mojej osoby, która może zaoferować jedynie „zakorzenienie partii w społeczeństwie”, ale na pewno nie – „zakorzenienia w grupach interesu”. No trudno, może znajdą się inni, w których warto inwestować.

O Polsce słów kilka...

Wróćmy jednak do Szkicu i bogactwa postawionych w nim diagnoz, prognoz i dobrych rad. Są wśród nich takie, które opisują Polskę i jej najważniejsze problemy, oraz takie, które dotyczą wyłącznie Prawa i Sprawiedliwości.   

Najważniejsze problemy Polski, Polaków, a więc także elektoratu PiS są, zdaniem J. F. Staniłki następujące:

  1. domykanie się kolejnego, dwunastoletniego cyklu politycznego w Polsce,
  2. pierwsze uderzenie kosztów pakietu klimatycznego,
  3. rozpad infrastruktury kolejowej, drogowej, energetycznej i kompletne zakorkowanie miast,
  4. perspektywa ostatniej! (w 2015 r) szansy realizacji strategii rozwojowych w warunkach relatywnie młodego społeczeństwa,
  5. rozbiorowa geografia polityczna elektoratu, której PiS jest niewolnikiem,
  6. głębokie pęknięcie w polskiej kulturze dotyczące suwerenności i więzi narodowej, którego „działaniami politycznymi się nie zmieni”,
  7. obecność grup antyrozwojowych w społeczeństwie (związkowców, emerytów, biurokracji) oraz bierność wyborców PiS o niejasnej świadomości swoich interesów, osadzonych TYLKO w dyskursie patriotycznym,
  8. polska wieś z niedochodowym, nierynkowym rolnictwem opartym o redystrybucję publicznych pieniędzy, które trwa kosztem normalnej przedsiębiorczości o charakterze nierolniczym,
  9. kompleks Lesiaka, czyli przekonanie polityków PiS, że w każdej szafie czai się trup,
  10. straszenie oligarchii i establishmentu przez liderów PIS, które ja nazwałabym raczej tejże oligarchii nadmierną lękliwością, 
  11. dominacja gerontokracji układów oraz ograniczanie innowacyjności nadmiarem dobrych obyczajów,
  12. brak zainteresowania wyborców PiS dla przyszłości i ich brak zrozumienia dla przekazu modernizacyjnego.

Wybrałam dwanaście myśli J.F. Staniłko, bo to jego ulubiona liczba. Pomogą nam zrozumieć jego sposób widzenia nie tylko polityków i wyborców PiS, lecz także ich „otoczenie społeczne”, w którym przychodzi nam wszystkim żyć i działać. Przyznam, że nie przekonuje mnie żaden z 12 punktów, nie dostrzegam tu nowych, interesujących myśli. Wszystkie przypominają gazetowy zestaw stereotypów o Polsce, Polakach i elektoracie PiS, na którym swoją siłę i pozycję polityczną budują dzisiaj PO i SLD.

Najbardziej dramatyczna wydała mi się jednak wizja Polski, w której już w najbliższym czasie (pkt.4) zaczną zanikać ludzie młodzi, zdolni do realizowania strategii rozwojowych. Z drugiej strony, może to i lepiej, nie trzeba będzie realizować tej „ostatniej” (jak „ostatnia niedziela”?) strategii rozwojowej – bo w zasadzie dla kogo, jeśli „tendencje demograficzne zasadniczo się nie zmienią”? Tym bardziej, że PiS, nie ma ani zasobów, ani zdolności, ani nie jest gotowy do zwycięstwa, by taką strategię realizować. Możemy więc spokojnie grillować dalej. Na cmentarz furmanki zapewne dowiozą jakoś trumny z moim pokoleniem, pociągi nie są do tego potrzebne, podobnie jak zdolności przesyłu energii. A młodzi za te kilkadziesiąt lat po prostu skremują swoje zwłoki i nawet na cmentarze nie trzeba będzie ich dowozić. Nie musimy więc martwić się ani kosztami pakietu klimatycznego, ani polską wsią, ani nadmierną biurokracją.

Mam wrażenie, że narodem, który ma za sobą II wojnę światową, lata stalinowskie, PRL, stan wojenny niekoniecznie wstrząśnie wiadomość, że stoi w obliczu „ostatniej” strategii rozwojowej.

Nie wiem, na ile J. F. Staniłko ma świadomość, że swoją wizję „lepszego” PiS zaczyna od powtórzenie błędów, które liderom tej partii przypisują jej wrogowie; a więc od katastroficznej wizji teraźniejszości oraz straszenia Polaków. I chociaż sam (!) pisze, że „głosowanie na PiS jest...wyrazem.. podzielania dość pesymistycznego obrazu rzeczywistości” (s. 14) dorzuca do tego pesymistycznego obrazu swoje własne, liczne kamyczki.

Najbardziej wątpliwa wydała mi się teza o dwunastoletnich cyklach politycznych w Polsce. Jedynym argumentem na jej rzecz jest zestaw dat; 1944-1956-1968-1980-1992-2004-2016. Dlaczego po 1944, nieważny ma być rok 1946 i 1947, gdy sfałszowano wygrane przez PSL referendum i wybory, likwidując jedyną opozycyjną partię i ponad setkę (dosłownie) jej działaczy, nie wiem. Co uzasadnia tezę, że grudzień 1970 rok był mniej istotny niż 1968 rok? Czy da się wmówić 9 milionom członków NSZZ „S”, że stan wojenny 1981 roku był bez znaczenia? Nawet jeśli 1992 rok „coś znaczy”, to 2004 rok – czyli wejście do UE niekoniecznie zamyka cykl polityczny lepiej, niż wynik wyborów 2005, czy tragedia smoleńska 2010. Nie zostałam przekonana do tezy, że cykle polityczne w Polsce trwają około 12 lat. Ale nie ma to większego znaczenia, bo ta teza w Szkicu nie odgrywa praktycznie żadnej roli.  

Kolejny element diagnozy brzmi tak: PiS jest niewolnikiem rozbiorowej geografii politycznej... w 2005 roku zwyciężył na terenach II RP,... jest „okopany” na terenach zaboru rosyjskiego i austriackiego (poza Białowieżą). Nie wiem, czemu jest „niewolnikiem” i dlaczego jest „okopany” – ale domyślam się, że skuteczność medialnego dyskredytowania wyborców PiS jest tak wielka, że nawet ekspert doradzający PiS nie potrafi się od niego uwolnić. Moim zdaniem geografię polityczną Polski można opisać inaczej, nie zmieniając faktów. PiS wygrywa – czasami, bo nie zawsze – w tej części Polski, która jest mocniej zakorzeniona niż ta „pomigracyjna”. Przegrywa zwykle na terenach dotkniętych wielkimi, dramatycznymi migracjami. Te powojenne migracje z kresów, podobnie jak liczne „ucieczki” na tzw. „Zachód” przed ubeckimi represjami naruszyły tkankę wspólnoty i lokalności. Inny język opisu prowadzi do innych zaleceń. Jeśli zakorzeniona Polska woli PiS, to wzmacniając poczucie zakorzenienia poszerzamy elektorat tej partii. Wykorzeniając i stymulując migracje, także zarobkowe i minimalizując znaczenie tradycji, lokalności i wspólnoty – powiększamy liczebnie elektorat PO i SLD.

Kolejny element diagnozy to „pęknięcie niesłychanie głęboko osadzone w polskiej kulturze dotyczące suwerenności i więzi narodowej”, którego „działaniami politycznymi się nie zmieni”(s.13). Nie do końca rozumiem, czy zdaniem Autora to pęknięcie jest nowe, czy historyczne. Jeśli „odwieczne”, to jak wyjaśnić scalenie porozbiorowej Polski i ukształtowanie postaw suwerenności i silnej więzi narodowej w II RP? Jeśli pochodzi z czasów najnowszych, to działaniami edukacyjnymi i politycznymi można je oczywiście zmienić.

Rada J. F. Staniłko jest nieco inna, trzeba „przesunąć ten podział na taką oś, która pozwoli mieć po swojej stronie wyborców z innej części Polski i z młodszych pokoleń”. Przyznaję, że brzmi dość tajemniczo. Czy to przesunięcie ma polegać na przejęciu wezwania Aleksandra Kwaśniewskiego i Donalda Tuska, by wybierać „przyszłość” lub co najwyżej „tu i teraz”? Na pewno pomoże to „odzyskać” młody elektorat z innej części Polski, ale dla PO i SLD, a nie dla PiS.

Kolejny element diagnozy brzmi: „Wiązanie się z grupami antyrozwojowymi (związkowcy, emeryci, biurokracja) lub budowanie otoczenia... biernego.. o niejasnej świadomości swoich interesów osadzonego TYLKO w dyskursie patriotycznym jest niebezpieczne dla... powodzenia partii”. Jedno zdanie a tyle ukrytych założeń na temat rozwoju Polski i jej społeczeństwa.

Okazuje się, że rozwojowi są tylko ci pracujący, którzy nie należą do związków zawodowych i są wolni od „patriotycznego dyskursu”. Dodatkowo nie mogą być „biurokratyczni”, czyli, jak mniemam, nie powinni pełnić żadnych funkcji kierowniczych. Czy aby na pewno wszyscy pozostali są antyrozwojowi? I czy dodatkowo nie noszą czasami moherowych nakryć głowy? Jeśli tak, to kryterium podziału na „rozwojowe i antyrozwojowe grupy” wedle J.F. Staniłko pokrywa się dokładnie z podziałem na zwolenników PiS i PO wedle medialnego stereotypu. Dlaczego autor szkicu sądzi, ze powielanie stereotypów marginalizujących i dyskredytujących wyborców PiS pomoże mu „skomunikować” się zarówno z liderami jak i wyborcami tej partii, nie wiem.

A jeśli odmienna diagnoza postaw młodych ludzi jest bardziej trafna? Dzisiaj wielu młodych ludzi to konformiści, a nawet oportuniści, często zwyczajnie tchórzliwi, podatni na manipulacje i niezdolni do identyfikacji swoich interesów. Czy takie postawy są prorozwojowe?

No i ci antyrozwojowi związkowcy... To zabawne jak wielu młodych ludzi dało sobie wmówić, że związki = socjalizm= PRL. Gdyby to była prawda, to po co strajkowano tak dramatycznie o niezależne, samorządne związki zawodowe w 1980 roku? Gdyby „związkowość” była tak antyrozwojowa, to jak wytłumaczyć świetny stan gospodarki i infrastruktury Finlandii oraz Szwecji, gdzie do związków należy ok. 70% wszystkich pracujących? Skąd „młodzi” wzięli ten zestaw poglądów? Od Korwina Mikke? Od Tuska i Balcerowicza? Na miły Bóg, jeśli tak, to co was Panie i Panowie pcha w stronę PiS? Długość i komplikacje na drodze do kariery w PO i SLD?

Kolejna diagnoza omawianego szkicu i dokładnie ten sam medialny stereotyp: „na polskiej wsi istnieje niedochodowe, nierynkowe rolnictwo oparte o redystrybucję publicznych pieniędzy, które trwa kosztem normalnej przedsiębiorczości o charakterze nierolniczym”. O ten stereotyp nie mam pretensji, bo nie ma takiej bredni, której nie napisaliby nasi dziennikarze i eksperci. Nic dziwnego, że o wsi i rolnictwie – temat obciachowy – nie chce się czytać nic, poza tym, co piszą gazety oraz wiedzieć nic ponad to, co pisze L. Balcerowicz i Ł. Hardt.

Unia Europejska na politykę rolną przeznacza ok. 40% budżetu, w 2011 roku ok. 56 mld euro. Znakomicie rozwinięte, dochodowe(?) rolnictwo europejskie jest oparte o „redystrybucję publicznych pieniędzy” w większym stopniu, niż polskie. Na hektar rolnik dostaje w Holandii 460 euro, w Niemczech – 318 euro, w Hiszpanii – 246 euro, w Polsce – 214 euro. Im bardziej „zmodernizowane” rolnictwo, tym „redystrybucja publicznych pieniędzy wyższa”. Dlaczego? To proste, koszta produkcji większe, dochody rolnika w zamożnym kraju też są wyższe, ale ceny żywności – chodzi o poziom zamożności społeczeństwa – muszą być niskie.

Co więcej, w Polsce – inaczej niż w krajach starej Unii – fundusze na rozwój obszarów wiejskich stanowią prawie połowę wsparcia. Czyli teza o polskim rolnictwie „trwającym kosztem przedsiębiorczości nierolniczej” to nonsens.

Szkic diagnozuje sytuację w Polsce dokładnie tak, jak czynią to media, eksperci i politycy UW, LiD, PO i SLD. Politycy SLD są nieco mądrzejsi i publicznie takiej diagnozy nie prezentują, chociaż zapewne uważają ją za trafną. Czy można doradzać PiS, partii zwalczanej przez wszystkie wymienione ugrupowania widząc Polskę dokładnie tak, jak politycy tych ugrupowań?  Myślę, że wątpię....

O partii politycznej PiS kolejnych słów kilka...

Szkic zawiera także sporo opinii o kondycji Prawa i Sprawiedliwości, bez których komentowanie rad i zaleceń kierowanych przez Staniłkę do liderów partii nie wydaje się możliwe. Pozwolę sobie przytoczyć 12 (ulubiona liczba autora) spośród nich.

Członkowie i liderzy partii Prawo i Sprawiedliwość:

  1. są pogodzeni ze statusem partii opozycyjnej i skutecznie pilnują swojej pozycji w takiej partii,
  2. nie chcą transformacji partii, co znaczy, że niechęć do wygrania wyborów i przejęcia władzy może narastać,
  3. nie rozumieją biznesu, kultury biznesu, nie mają rozbudowanych znajomości w tych kręgach,
  4. powinni uczyć się od PO,
  5. łączą funkcje partyjne z pijarem, np. Bielan, Kamiński, Kurski (szczęśliwie dwie trzecie problemu przeszło do historii),
  6. nie potrafią podejmować decyzji i rozwiązywać konfliktów, a prezes i szef klubu parlamentarnego wykazują w tym zakresie pewne dysfunkcje osobowości,
  7. działają w wadliwej strukturze organizacyjnej partii,
  8. akceptują dysfunkcjonalny statut partii,
  9. „wypłukują” ludzi niezależnych i błyskotliwych (?!?!) z partii,
  10. pozwalają na dominację służalczości i konformizmu,
  11. zbudowali firmę rodzinną, którą teraz trzeba przekształcić w spółkę giełdową,
  12.  uczynili ciała kolegialne PiS nieefektywnymi.

Podsumowałabym krótko tak – dla J.F. Staniłko PiS to dramatycznie zabałaganiona stajnia Augiasza, którą swoim tekstem, jak strumieniem chce w kilka chwil oczyścić. Osoba nieco bardziej sceptyczna, zadałaby pytanie: oczyści, czy raczej zdemoluje? Przecież Staniłko nie jest, mimo wszystko, Herkulesem, podobnie jak PiS nie jest stajnią.

Przypuszczam, że mimo mojego sceptycyzmu, większość uwag Staniłki jest w znacznej części prawdziwa. Pracuję już ponad 30 lat w różnych instytucjach PRL i III RP. We wszystkich ludzie mieli i mają skłonność do minimalizmu, akceptują wadliwe struktury organizacyjne, mimo ich dysfunkcjonalności, lekceważą ciała kolektywne (np. kolegia w skład których wchodzą przedstawiciele związków zawodowych), „wypłukują” ludzi lepszych od siebie i bardzo nie lubią radykalnych zmian. Jeśli jest tak w nauce, gdzie pracują „najlepiej wykształceni, także młodzi, z wielkich miast”, to o ile trudniej musi być w partiach politycznych, w których zadania są niejasne, kompetencje niedookreślone, zależności płynne a decyzje muszą być i kolektywne i autorytarne zarazem.

Dlatego od dziesiątek lat badacze, teoretycy i praktycy zastanawiają się nad tym, jak sprawnie kierować złożonymi strukturami organizacyjnymi. Partia polityczna w nieprzychylnym otoczeniu to bardzo skomplikowana i złożona struktura. Lata doświadczeń, praktyki, błędów i sukcesów przynoszą wiedzę, która pomaga kierować i efektywnie zarządzać zespołami ludzi.

J. Kaczyński ma wiedzę prawniczą, potwierdzoną doktoratem, lata doświadczeń – z czasu opozycji, okresu transformacji, negocjacji i działalności politycznej oraz z okresu pełnienia funkcji premiera rządu. Jestem przekonana, że dysponuje doświadczeniem, które pozwala mu w miarę sprawnie kierować partią. Czy J. F. Staniłko ma porównywalną wiedzę teoretyczną – nie wiem. Czy ma praktykę? – jest za młody, by ją posiadać. Czy ma dość pokory, bo szanować dorobek starszych i bardziej doświadczonych ludzi? – tego też nie wiem.

Czy ma rację, gdy zaleca pobieranie nauk od PO? Moim zdaniem nie, bo drugiej PO nasza scena polityczna nie potrzebuje. Jedna Platforma wystarczy! Czy PR jest dla PiS tak ważny i kluczowy, jak dla PO? Mam nadzieję, że nie i że nigdy nie będzie aż tak ważny. Co nie znaczy, że politycy PiS „radzą sobie” w mediach. Zbyt często zachowują się, jak ludzie przekonani o swojej słabości i pogodzeni z klęską. Ale to nie jest kwestia pijaru, lecz podatności na wpływy „bardziej nowoczesnego otoczenia medialnego”, którego politycy PiS najwyraźniej się boją.

Czy spoty i reklamówki PiS są dobre? Nie, często są kiepskie, ale moim zdaniem głównie dlatego, że robią je ludzie myślący „platformą”. Czy statut i model organizacyjny PiS jest doskonały? Pewnie nie, ale to członkowie i liderzy PiS maja prawo go zmieniać, jeśli uznają to za słuszne. Rola zewnętrznych ekspertów jest w tej kwestii dość wątpliwa i mało wiarygodna.

Czy PiS potrzebuje nowych twarzy? Moim zdaniem NIE, jeśli mają to być tylko nowe i młode twarze. Potrzebuje ludzi lojalnych, w każdym wieku, rozumiejących sens aktywności w takiej partii, jak PiS. Ludzi mądrych, odważnych, z doświadczeniem, wiedzą i umiejętnościami działania w samorządach, organizacjach społecznych, w biznesie, nauce, kulturze i dyplomacji. Dlaczego jest ich tak niewielu? Bo związki z PiS przeszkadzają w karierze, w awansie, w zdobywaniu prestiżu i pozycji społecznej. Dla młodych stanowi to większy problem niż dla starszych, bo ci drudzy mają już dorobek i perspektywę niezależności, którą daje emerytura.

Nie ma w tym wielkiej tajemnicy, że ryzyko pracy w marginalizowanym, „obciachowym” środowisku jest dla „młodych, wykształconych z wielkich miast” trudniejsze niż dla starszych, bo wymaga zdolności do ponoszenia ryzyka, a więc odwagi i determinacji.

 Co w radach i sugestiach J.F. Staniłki zasługuje na uwagę? Może fundacja partyjna, chociaż obawiam się, że w tej kwestii jego rola eksperta czyni go mało wiarygodnym. Może ruch społeczny? Ale kwestia struktury organizacyjnej ruchu i wiarygodność jego liderów jest trudnym problemem i nie dziwię się, że ruch pączkuje tak wolno. Chociaż wiem, że liderzy PiS muszą !!!! podjąć ryzyko wsparcia ruchu, który nie będzie w 100% sterowalny.

Na pewno ważna jest strona internetowa i nie ma usprawiedliwienia dla jej słabości. Może powinna zostać napisana kolejna książka na temat J. Kaczyński i jego wizji Polski, może warto poprawić tzw. komunikację, chociaż rady Staniłki są bardzo, bardzo wątłe i życzeniowe. 

Zaś cele formułowane przez J.F. Staniłkę mniej więcej tak: wygrać i przejąć władzę, „wypchnąć PSL”, rozwinąć własną ideologię narodowego bogactwa, wywołać entuzjazm, wyjść poza swój naturalny elektorat, czy pozwolić przedsiębiorcom zachować majątek zdobyty w ramach transformacji i w ten sposób pozyskać ich dla „dobrowolnego opodatkowania na rzecz Ojczyzny” są tak młodzieńczo urocze, że ich przytoczenie powinno wystarczyć za cały komentarz.

Post scriptum

Ostatnia uwaga dotyczy złośliwej uwagi J.F. Staniłki o pułkowniku SB i UOP, Janie Lesiaku i trupom w szafach. Po bardzo wnikliwym i wielokrotnym obejrzeniu filmu Dramat w trzech aktach (z 2001 roku) jestem przekonana, że nie pozostawiono J. Kaczyński samemu sobie. Sądzę, że miał i nadal ma w swoim otoczeniu dobrze schowanego „kreta”, do którego ma pełne zaufanie. I ta możliwość jest znacznie poważniejszym problemem PiS niż wszystko, o czym pisze J. F. Staniłko.

 

Barbara Fedyszak-Radziejowska


Ostatnie wiadomości z tego działu

Nowy 160 numer dwumiesięcznika ARCANA!

Nowy 159 numer dwumiesięcznika ARCANA!

Nowy podwójny 157-158 numer dwumiesięcznika ARCANA!

Nowy 156 numer Dwumiesięcznika ARCANA!

Komentarze (13)
Twój nick:
Kod z obrazka:


Hanna Duralska-Mikurda
13.03.2012 13:51

Wielki szacunek dla mądrości i przenikliwości Pani Profesor.

Nielubiegazety2
05.12.2011 14:13

Nawiązując szerokiej już dyskusji, misie jednak widaji miszczu, że mam rację i zabawa w kontrwywiad na łamach to zachowanie w dużym stopniu nieodpowiedzialne i destrukcyjne. Pani Fedyszak-Radziejowska sama uruchomiła mechanizmy niszczące, bez względu na to czy wysoko ulokowany kret w ogóle jest.
Przykro powiedzieć, ale to wiedza dość elementarna. Nie mam talentu pedagogicznego i dlatego postaram się już nie odpisywać.

Zaś sam tekst Staniłki może się spodobać choćby za ten fragment:
eksperci to ludzie:
- dobrze opłaceni- zatrudnieni na zasadach obowiązujących na zachodnich uczelniach (kontraktowość)- nie-akademicy (wolni od skazy akademizmu, stopień doktora
wystarczy) - wolni od środowiskowych resentymentów (nie mogą to być
sfrustrowani profesorowie!)- swobodnie poruszający się w swoich środowiskach – kontaktowi i z kontaktami- myślący praktycznie i politycznie, a nie teoretycznie.

Lj_3
21.11.2011 18:13

Cy nie oddzielenie funkcji PR od funkcji partyjnych w przypadku Tuska to także konflikt interesów? Ha? 

jku
20.11.2011 6:32

Post poniżej (Nielubiegazety2) oprócz wielosłowia zawiera
dwa konkretne stwierdzenia: 

1. Krytykowanie płycizn intelektualnych uznaje za „imposybilizm
praktyczny i politykę białej flagi”

2. Zdroworozsądkowe sugestie dotyczące sposobu
funkcjonowania agentury w kraju utożsamia z nawoływaniem do polowania na
czarownice i usprawiedliwianiem swoich błędów.

Wydaje się, że na bardziej obszerną analizę post ten nie
zasługuje.

Nielubiegazety2
19.11.2011 13:11

Post poniżej (jku) to głos typowego przedstawiciela imposybilizmu praktycznego i polityki białej flagi. Nic się nie da, bo to, bo tamto, bo siamto. Można na przykład przestać się prezentować jak Stowarzyszenie Osób Neurotycznych i Cierpiących na Przewlekłe Stany Depresyjne.

Co do kreta. W zasadzie nie należałoby komentować tego ironicznie tylko złośliwie. Jku najwyraźniej nie doczytał. Kwestia kretów jest zawsze ważna tam, gdzie mogą one wyrządzić szkodę, lecz jedynie w ogródku (i to takiego bardziej z prylu) robi się z tego powodu dym widoczny dla sąsiadów i dalszego otoczenia. Publiczne dywagacje i następująca po nich zabawa ludowa "szukamy kreta" to pomysły z piekła rodem. Mało co jest w stanie tak skutecznie zatomizować dowolne środowisko. Przy czym rola pomniejszych szkodników zyskuje na znaczeniu w sposób zdecydowany, zakładając, że szkodnicy to tylko ludzie którzy nie przepadają za innymi a puszczenie szczura w kwestii kreta jest okazją by się odegrać lub wyeliminować konkurenta, nie celowe destrukcyjne działanie. Że nikt w poważnych organizacjach nie tłumaczy się w ten sposób? No i co z tego? Zabawa w kontrwywiad jest łatwa i przyjemna.

Aha. Zgadzam się też, że nie praktykujący naukowcy to nieszczęście. Zwłaszcza jeśli praktyka nie potwierdza lansowanych latami teorii lub rzeczywistość zmieniła się dynamicznie i teoria może i była dobra tyle, że 10 lat temu i to se nevrati.

jku
19.11.2011 10:44

Uwagi  pani FR o związkach zawodowych i rolnictwie są uzasadnione. Pan Staniłko podejmując te zagadnienia wyraźnie ich nie doczytał i nie przemyślał, wykorzystał  za to popularne i dosyć płytkie schematy i stereotypy. To trochę dziwne, ponieważ on chyba  zajmuje się ekonomią.

Sprawy dotyczące taktyki politycznej są dyskusyjne, jednak wydaje się że jakiekolwiek zmiany przekazu w stosunku do społeczeństwa mają, przy istniejącej w Polsce konfiguracji w mediach, tylko ograniczone znaczenie. One mogą nawet pozostać niezauważone przez społeczeństwo. Mechanizm transmisji medialnej może przekaz  wytłumić lub całkiem go zniekształcić.

Kwestia tzw. kreta, to temat, który być może nie powinien pojawić się w tym tekście, ale jest bardzo ważny praktycznie dla funkcjonowania partii politycznej.
W kilku komentarzach jest on komentowany dosyć ironicznie ( np. Nielubiegazety2 pisze w stylu tekstów Gazety Wyborczej poświęconych agenturze), ale to bez znaczenia.
Niektórzy lubią udawać, że nie wiedzą w jakim kraju żyją.

Marta Luter
09.11.2011 15:56

Szanowna Pani Profesor,
Często rozmawiam z moim , dorosłym już synem. Nie zgadzamy się , nawet kłócimy ale zawsze ja się od niego czegoś dowiem i jak sadzę , on ode mnie też.
Warto słuchać młodych , oni czują wiatr:)
Czytałam Staniłkę i bardzo mi się to podobało , zwłaszcza fragment o tym , by zbyt nie polegać na "akademikach":))

Antykomoruski
19.10.2011 19:14

Niestety ta kobieta ma rację.

jateznielubietejgazety
18.10.2011 16:29

Świetny komentarz. Naprawdę. Mnie też irytuje zwalanie całej winy na agentów, kretów itd., bo skoro wiemy, że istnieją to trzeba taki plan podjąć, by sobie z nimi poradzić. Ten imposybilizm jest jakiś wszechogarniający i on, psując nasze morale, zabija wolę zwycięstwa i prowadzi do przegranej. "Bo zawsze można powiedzieć, że kret".

Ale swoją drogą tekst Pani Profesor, jakkolwiek jej analizy cenię sobie bardzo, to faktycznie mnie zawiódł. Mam wrażenie, że jej osobiste relacje z Prezesem i bliskość centrum PiS sprawia, że stawia się ona w pozycji obrońcy status quo. Choć nie do konca bym się zgodził z tym, że kiepsko punktuje Staniłkę. Gośc rzuca frazesami typu: "nowe twarze", "wystarczy zepchnąć PSL", "więcej o gospodarce" i myśli, że jest mądry, choć słuszności w paru sprawach nie można mu odmówić (np. oddzielenie funkcji PR od funkcji partyjnych-konflikt interesów).
Niemniej powyższy komentarz jest bardzo logiczny i czytałi się go lepiej jak główny tekst.

Nielubiegazety2
18.10.2011 11:13

Jakkolwiek kaliber zarzutów pani dr Fedyszak Radziejowskiej jest poważny (Staniłko? Kosz!), to sam tekst za poważny uchodzić nie może. Nie znając dorobku naukowego pani doktor jestem skłonny zaryzykować tezę, że bardziej jest to obrona tez postawionych w badaniach i konstruowanych na ich podstawie diagnozach dla PIS niż rzetelnym odniesieniem się to propozycji Staniłki. Zresztą nic dziwnego. Tekst Staniłki to w dużej części propozycje z dziedziny marketingu politycznego i zarządzania. Krytyka tylko  z tego poziomu krytyka ma jakikolwiek sens. Dlatego głos pani Fedyszak Radziejowskiej jest tego sensu kompletnie pozbawiony. Jej uwagę odnoszącą się do skomplikowanej struktury  organizacji jaką jest partia polityczna można porównac do uwag naukowca, który nigdy w życiu nie zajmował się leczeniem i twierdzi, że grypa to skomplikowane zagadnienie a zalecenia dla pacjenta: przede wszystkim wyleżeć, wypocić, utrzymującą się gorączkę zbijać, spłycają złożoną naturę zakażeń wirusowych.

Końcowa uwaga, że mechanizmy funkcjonowania partii, wyłaniania liderów, jej obraz w społeczeństoie metody zdobywania wyborców, itd. wszystko to furda bo ona ma przeczucie, że w otoczeniu prezesa jest głęboko zakonspirowany kret. Próba zdezawuowania domniemaną okolicznością argumentów oponenta jest żenujaca. Zaś publiczne rozważania na ten temast to kompromitacja. To tak jakby na naradzie sztabowej dotyczącej strategicznych założeń taktycznych, zastosowania nowych rodzajów broni, jeden z członków sztabu, notabene znany z sentymentu do ułanów, czy wojny rosyjsko-japońskiej odpowiedział na wystąpienie poprzednika - Oj tam taktyka, oj tam rakiety i wojna psychologiczna. Śmiertelnym zagrożeniem jest ulokowany w naszym dowództwie szpion. 

Kret jest ogromnym zagożeniem to prawda. Był nim już w czasach starożytnych. Tylko co to ma do taktyki, nowych rodzajów broni? Pomijam już wszelkie zagrożenia mogące płynąć z faktu podjęcia w kiwrownictwie partii społecznej akcji "łapiemy kreta". Jest ich multum, a większość, tylko tych autentycznie spontanicznych i wynikających z dobrych chęci, działań nich prowadzi w perspektywie do paraliżu i faktycznej destrukcji struktur.

krecik
18.10.2011 4:58

Ale o czym tu rozmowa, przecież odnieśliśmy sukces! Sama widziałam w  tv: Andrzej Duda, Andrzej Adamczyk, Ryszard Terlecki - trzy szczerze roześmiane buzie:)
Nie dajmy się zmanipulować, wszyscy wiedzą że to bobry a nie krety uprawiają dywersję!

B.L
17.10.2011 15:17

PIsane było w styczniu. Może kreta już nie ma? Ta kampania chyba kreta nie wykazała?

Jadwiga Chmielowska
17.10.2011 12:58

I temu kretowi najbardziej wierzy. To jest straszne. Jakby się nawet dowiedział kto to jest,to i tak nie uwierzy.


Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wszystkie opinie są własnością piszących. Ponadto redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy wulgarnych lub nawołujących do nienawiści.

Wyszukiwarka

Reklama

Facebook


Wszystkie teksty zamieszczone na stronie są własnością Portalu ARCANA lub też autorów, którzy podpisani są pod artykułem.
Redakcja Portalu ARCANA zgadza się na przedruk zamieszczonych materiałów tylko pod warunkiem zamieszczenia informacji o źródle.
Nowa odsłona Portalu ARCANA powstała dzięki wsparciu Fundacji Banku Zachodniego WBK.