Attila Jamrozik (1944-2019) In Memoriam

Wspomnienie o Attili Leszku Jamroziku prof. Andrzeja Nowaka
13.12.2019 11:00

Attila, „Acio”, jak pozwalał do siebie mówić swoim przyjaciołom, twórca projektu plastycznego okładki „Arcanów”, która otwierała nasze pismo przez ponad sto numerów, dobry duch naszej redakcji – nie żyje. Trudno się z tym oswoić, choć przecież wiedzieliśmy, że chorował ciężko już od kilku lat, znosząc cierpienie z (zawsze starannie ukrywanym) heroizmem. Tyle od samego początku naszego pisma dawał nam energii, tyle życzliwej pomocy w życiowych sprawach naszej małej załogi, tyle mądrych rad – od kwestii technicznych po wskazania jego nigdy niezachwianego moralnego kompasu: nie ugłaskiwać zła, nie bratać z łajdakami, nie iść na kompromis z dziedzicami systemu komunistycznego upodlenia i zamazywaczami prawdy o tym systemie. Był wyczulony na wszelki fałsz. Może pomagał mu tym zmysł estetyczny, potęga smaku, może połączenie duszy węgierskiej i polskiej, niepokornego chłopaka z Baltonföldvàr i z krakowskiego Zwierzyńca.

Urodzony 24 października 1944 roku nad Balatonem, gdzie wojenne losy rzuciły jego matkę, po powrocie do Polski, po głodnych i przesyconych totalitarną przemocą latach stalinowskich, włączył się od 1957 roku do reaktywowanego wtedy Związku Harcerstwa Polskiego, ale przede wszystkim znalazł swoją piękną pasję: sztuki plastyczne. Ukończył słynne krakowskie Państwowe Liceum Sztuk Plastycznych, a następnie podjął studia na Wydziale Architektury Wnętrz Akademii Sztuk Pięknych. Wyrzucony po swoim udziale w manifestacjach studenckich w 1968 roku, został jednak do niej przywrócony i ukończył ją w 1971 roku. Od tego roku działał niezwykle czynnie w Związku Polskich Artystów Plastyków. Projektował wnętrza i kolorystykę około stu obiektów użyteczności publicznej, w tym – co wspominają chyba z wdzięcznością tysiące pacjentów, którzy się przez te wnętrza przewinęli – szpitala Rehabilitacyjno-Leczniczego Instytutu Pediatrii UJ w Krakowie-Prokocimiu.

Kiedy „wybuchła” Solidarność, stał się prędko jednym z jej krakowskich filarów. Był w roku 1980 współzałożycielem Komitetu Porozumiewawczego Stowarzyszeń Twórczych i Naukowych. W grudniu tego roku wybrany na Prezesa Zarządu Okręgu Krakowskiego ZPAP. Stał się współwydawcą „Głosu Plastyków”, dodatku do „Dziennika Polskiego”, którego drugi numer był kolportowany na Kongresie Kultury Polskiej w Teatrze Dramatycznym w Warszawie. Attila był uczestnikiem tego historycznego Kongresu, od 10 do 13 grudnia 1981. Tuż po wprowadzeniu stanu wojennego napisał list do komitetu partii i wojewody z żądaniem zwolnienia internowanych kolegów. W związku z tym był przesłuchiwany przez SB, przeszukiwano jego dom i pracownię. Od 1982 roku  współpracował z Komitetem Pomocy Więzionym i Prześladowanym przy krakowskiej Kurii, w ramach Komitetu Kultury Niezależnej zajmował się dystrybucją pomocy stypendialnej oraz koordynacją pomocy materialnej i medycznej wśród plastyków; organizował podziemne wystawy prac plastycznych. W 1989 roku wszedł do Krakowskiego Komitetu Obywatelskiego „Solidarność” – z nadziejami na zdecydowane odejście od kontraktu z panami PRL. Niestety: nadziejami szybko zawiedzionymi.

Wtedy też zaczęły się spotykać nasze drogi. Najpierw w „Czasie Krakowskim”, z którym współpracował razem ze swoją żoną, Ewą Barańską, genialną karykaturzystką, a wkrótce w kwartalniku „Arka” i organizowanych wokół tego ważnego pisma konferencjach, mających prowadzić do spotkania polityków niepodległościowych ze środowiskami intelektualnymi i twórczymi, niepogodzonymi z „rządami jednej gazety”. Acio i Ewa byli już wtedy stałymi bywalcami redakcji, najpierw „Arki”, a od końca 1994 roku „Arcanów”, wspierając nas w tych w pewnym sensie pionierskich czasach, swoją niezmienną życzliwością, autorytetem i zawsze potężną dawką humoru. I tak już było przez następnych 25 lat, w ciągu których – ośmielę się powiedzieć – staliśmy się przyjaciółmi. A oni – Oboje – pięknym znakiem rozpoznawczym naszej redakcji.

Nie opiszę tutaj tego ćwierćwiecza. Wspomnę tylko, utrwalony w pamięci wszystkich chyba członków i bliższych współpracowników „Arcanów”, uśmiech Attili, błysk za okularami żywej uwagi w jego oczach, serdecznej zawsze, nawet jeśli czasem (słusznie z reguły) krytycznej, wreszcie cięte, subtelne, a czasem miażdżące puenty, którymi kwitował absurdy, podłości i głupotę życia politycznego i towarzyskiego spadkobierców i odnowicieli komuny.   

Umarł 10 grudnia, w święto Matki Bożej Loretańskiej – z którą był tak mocno, tak miłośnie związany poprzez krakowski klasztor Ojców Kapucynów. Umarł trzy dni przed kolejną, 38 już rocznicą stanu wojennego, który stanowił na pewno najważniejszą polityczną cezurę w Jego życiu. Umarł kilkanaście dni przed 25 rocznicą ukazania się pierwszego numeru naszego pisma – z Jego okładką i z jego czułą opieką we wszystkich następnych. Umarł w Krakowie, w swoim domu, przy swojej ukochanej Żonie, Ewie.

Bardzo pusto teraz. Boże Narodzenie, przynoszące znowu tę nadzieję, która nie zawodzi, wypełnia ową pustkę modlitwą: o spokój Duszy naszego Przyjaciela, o nasze kiedyś dobre spotkanie w Najlepszym Miejscu.

 

 

Andrzej Nowak

 

 


Ostatnie wiadomości z tego działu

Odszedł Leszek Elektorowicz (1924-2019)

Spotkanie autorskie z Wiesławem Helakiem!

Tadeusz Kościuszko. Bohater wciąż aktualny

Spotkanie z Leszkiem Elektorowiczem!

Komentarze (0)
Twój nick:
Kod z obrazka:



Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wszystkie opinie są własnością piszących. Ponadto redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy wulgarnych lub nawołujących do nienawiści.

Wyszukiwarka

Reklama

Facebook


Wszystkie teksty zamieszczone na stronie są własnością Portalu ARCANA lub też autorów, którzy podpisani są pod artykułem.
Redakcja Portalu ARCANA zgadza się na przedruk zamieszczonych materiałów tylko pod warunkiem zamieszczenia informacji o źródle.
Nowa odsłona Portalu ARCANA powstała dzięki wsparciu Fundacji Banku Zachodniego WBK.