ARCANA 111: Ucieczka Rotmistrza

Po 3 letniej katordze w niemieckim obozie koncentracyjnym, obawiając się dekonspiracji bądź wywiezienia do obozu zagłady w III Rzeszy, Witold Pilecki zdecydował się na ucieczkę z Auschwitz-Birkenau. Aby tego skutecznie dokonać, konieczny był dobry plan, obmyślony w drobiazgowych szczegółach. Zachęcamy do zapoznania się z fragmentami artykułu Adama Cyry, w którym opisuje on zuchwałe opuszczenie niemieckiej fabryki śmierci przez Pileckiego i jego kompanów.
20.09.2015 22:40

Realizacja odważnego przedsięwzięcia była możliwa dzięki pomocy kolegów z organizacji obozowej. W tym czasie Witold Pilecki pracował w paczkami obozowej, Edward Ciesielski w szpitalu więziennym, a Jan Redzej w magazynie żywnościowym przy kuchni obozowej. Wykorzystując swoje różnorodne kontakty konspiracyjne, Pilecki umożliwił dwom pozostałym śmiałkom dostanie się do komanda zatrudnionego na nocnej zmianie w piekarni w Oświęcimiu na Niwie, poza terenem KL Auschwitz. Pierwszy otrzymał w niej pracę Jan Redzej, który wcześniej poinformował Pileckiego i Ciesielskiego, że więźniowie z tego komanda są zamykani na noc w piekarni wraz z dwoma nadzorującymi ich esesmanami. On również zauważył, że są tam duże żelazne drzwi, przez które można wydostać się na wolność. W piekarni pracowało kilku cywilnych piekarzy i kilku więźniów.

(…)

Zamierzano uciekać w ostatniej dekadzie kwietnia 1943 r. Wiadomym było bowiem, że w okresie przypadających wówczas Świąt Wielkanocnych znaczna część obozowej załogi SS będzie przebywać na urlopach.Zamierzano uciekać w ostatniej dekadzie kwietnia 1943 r. Wiadomym było bowiem, że w okresie przypadających wówczas Świąt Wielkanocnych znaczna część obozowej załogi SS będzie przebywać na urlopach Aby nie wzbudzać podejrzeń i zapobiec represjom wobec kolegów, Pilecki nie zdecydował się na bezpośrednie przeniesienie z paczkami do piekarni. W związku z tym dr Rudolf Diem (10022), wtajemniczony przez Mariana Tolińskiego w plan ucieczki, przyjął Pileckiego do bloku szpitalnego nr 20 z podejrzeniem zachorowania na dur wysypkowy. Rzekomego chorego umieszczono w izbie, gdzie pielęgniarzem był Janusz Młynarski (nr 355). Równocześnie Ciesielski poprosił dr. Władysława Fejkla (nr 5647), aby w drugi dzień świąt nowo przybyły był wypisany już ze szpitala jako zdrowy. Ten początkowo nie zgodził się tłumacząc, że chorych nie wolno zwalniać w niedziele i święta, ponieważ nie pracuje wtedy Arbeitsein- satz, czyli obozowe biuro przydziału pracy. Wówczas Ciesielski poprosił o interwencję ppłk. Juliusza Gilewicza (nr 31033), który dopiero namówił dr. Fejkla, aby odnotował w karcie chorobowej Pileckiego, że jest on zdolny do pracy. Następnie wykorzystano podrobione skierowania do komanda piekarzy z podpisem Hosslera, który wyjechał w tym czasie na kilka dni urlopu. W świąteczny poniedziałek, 26 kwietnia, Ciesielski i Pilecki zostali przeniesieni do bloku nr 15, gdzie mieszkali piekarze. Ostatecznie termin ucieczki ustalono na noc z 26 na 27 kwietnia 1943 r. Więźniowie pracowali w obozowej piekarni na dwie zmiany. Stąd też należało nie tylko być skierowanym do komanda piekarzy, ale trafić także do grupy zatrudnionej na nocnej zmianie.zajrzyjdoksiegarni_120

„Niespodziewanie wynikła nowa trudność, bowiem kapo piekarni nagle zdecydował, że Pilecki będzie pracował w nocy, a Ciesielski pójdzie na dzienną zmianę w dniu następnym. Pomogło dopiero wstawiennictwo Jana Redzeja: Wreszcie wszyscy byli „zrobieni ” mową Redzeja, konfiturami, cukrem, jabłkami - z paczek ode mnie, no i wiele dopomógł wesoły nastrój drugiego dnia świąt. Godzina 18:30. Od bramy esesman woła: „Backerei...”. (...) Jesteśmy za bramą. Ileż razy ją przekraczałem myśląc: „Kiedy już nie będę potrzebował do niej powrócić”. Dziś wychodzę z myślą, że powrócić w żadnym wypadku nie mogę.”

Pilecki i Ciesielski byli ubrani w cywilną odzież, na którą nałożyli obozowe pasiaki, natomiast Redzej tylko w cywilne ubranie z wymalowanymi czerwonymi pasami na marynarce i spodniach. Dwóch więźniów i dwóch esesmanów poszło do małej piekarni, w której wypiekano chleb dla załogi SS, natomiast sześciu więźniów, w tym Pilecki z kolegami, udało się pod strażą dwóch esesmanów do dużej piekarni. Była ona położona około dwa kilometry od obozu i z kolei wypiekała chleb dla więźniów KL Auschwitz.

Wkrótce miał się rozpocząć najbardziej dramatyczny moment związany z bezpośrednią realizacją tak drobiazgowo zaplanowanej i przygotowanej ucieczki.

Z piekarni wyprowadzono ranną zmianę, a nowej kazano wejść do środka. Następnie zatrzaśnięto ciężkie drzwi i z zewnątrz dał się słyszeć jeszcze zgrzyt zakładanej na drzwi sztaby oraz szczęk klucza w kłódce. W budynku piekarni więźniowie zostali zamknięci z dwoma pilnującymi ich esesmanami. Bezzwłocznie musieli przystąpić do pracy, wyznaczonej im przez zatrudnionych w piekarni cywilnych robotników. Byli to mieszkańcy Oświęcimia: Józef Ryszko, Józef Barczak i Michał Jarecki. Już po paru minutach Ciesielski i Pilecki mieli możliwość przekonać się, jak ciężka i mordercza jest to praca. W ciągu kilku mijających szybko godzin nocnych przeżyli wiele emocji. Dopiero kiedy nastąpiło kolejne rozpalenie pieców i krótka chwila przerwy w pracy, przystąpili do realizacji planu ucieczki. Przebywali wówczas w drewutni pod pozorem przygotowania opału. Ciesielski i Pilecki byli zajęci pracą, a Redzej wyciągnął schowany tam uprzednio dorobiony klucz i przystąpił do otwierania drzwi. Następne ogniwo planu - przecięcie dzwonka alarmowego - także pomyślnie zostało zrealizowane. Teraz liczyły się już sekundy. Dzięki sprzyjającym okolicznościom - jeden z nadzorujących esesmanów zajęty był pisaniem listu, a drugi jedzeniem - wszyscy trzej podeszli do żelaznych drzwi, napierając na nie z całych sił. Przy kolejnym naciśnięciu wreszcie ustąpiły. Byli wolni. Błyskawicznie zrealizowali ostatni szczegół planu, czyli zamknięcie drzwi i zabarykadowanie ich od zewnątrz.

 

Po ucieczce z- obozu Auschwitz- Birkenau, Pilecki wraz zresztą zbiegów skierowali się do Bochni, gdzie mieli zapewnioną opiekę od rodziny ich kolegi z obozu – Edmunda Zabawskiego, który to obawiając się represji na rodzinę, zrezygnował z ucieczki. Po dotarciu na miejsce Witold Pilecki od razu przystąpił do kontynuowania działań w konspiracji, chciał również przeprowadzić atak na obóz, aby odbić więźniów.

 

(…)

 

Pilecki natychmiast po przybyciu do Bochni poprosił o kontakt z dowództwem miejscowej placówki AK . W dniu 3 maja 1943 r. znajomy Oborów, Leon Wandasiewicz, zaprowadził go do Nowego Wiśnicza i umożliwił mu spotkanie z zastępcą dowódcy tej placówki. W czasie drogi Pilecki niespodziewanie dowiedział się od niego, że zastępcą tym jest Tomasz Serafiński i wówczas uzmysłowił sobie, że jest to człowiek, pod którego nazwiskiem przebywał w Oświęcimiu (Pilecki był zarejestrowany w KL Auschwitz pod nazwiskiem Tomasz Serafiński). Spotkanie z prawdziwym Tomaszem Serafińskim, który posługiwał się pseudonimem „Lisola”, stanowiło dla Pileckiego wielkie przeżycie. Serafińscy mieszkali w tzw. „Koryznówce”, będącej kiedyś letnią posiadłością Leonarda Serafińskiego, szwagra znanego malarza Jana Matejki. W domu tym Pilecki znalazł bezpieczne schronienie, ukrywając się przez ponad trzy i pół miesiąca. Z kwaterą dla pozostałych dwóch uciekinierów były kłopoty. W rezultacie Redzej zamieszkał u kolegi szkolnego Serafińskiego w pobliskiej miejscowości, później przez kilka dni przebywał również w „Koryznówce”. Ciesielski z kolei dłuższy czas ukrywał się u Oborów, lecz potem przeniósł się także do Wiśnicza.

 

Dowódca placówki AK w Wiśniczu Zygmunt Szydek ps. „Wiatr”, kiedy Serafiń- ski - „Lisola” zameldował mu o pobycie trzech zbiegów z KL Auschwitz, nie uwierzył w wiarygodność tej niezwykłej ucieczki, posądzając jej uczestników o współpracę z gestapo. Podobnie zachował się jego zwierzchnik z Obwodu AK, używający pseudonimu „Topola” i Komenda Okręgu AK w Krakowie. Nie pomogły wyjaśnienia, że uciekinierzy proszą o pomoc, planując akcję zbrojną w celu uwolnienia więźniów KL Auschwitz, a także opracowali szczegółowe raporty o zbrodniach popełnionych w tym obozie. Na rozkaz dowódcy Okręgu AK w Krakowie polecono „Lisoli” zerwać wszelkie kontakty konspiracyjne ze zbiegami, a ich samych skierować do Rady Głównej Opiekuńczej lub Polskiego Czerwonego Krzyża.

 

Pilecki przebywając w Nowym Wiśniczu skontaktował się z Komendą Główną AK w Warszawie, która oddelegowała do tej miejscowości swojego wysłannika. Był nim uciekinier z KL Auschwitz, Stefan Bielecki (nr 12692), znany już wcześniej Pileckiemu z pobytu w obozie oświęcimskim. Przywiózł on z Warszawy w dniu 1 czerwca 1943 r. podrobione dokumenty i pieniądze. Namawiał Witolda Pileckiego, aby udał się wraz z nim do Warszawy. Ten jednak odmówił, planując na tym terenie zorganizowanie akcji mającej na celu uwolnienie więźniów KL Auschwitz. Pilecki zwrócił się do szefa dywersji i uzbrojenia Obwodu AK w Bochni, Andrzeja Możdżenia ps. „Sybirak”, aby na miejscu utworzyć ochotniczy oddział, który podjąłby się niezwykle ryzykownej próby uderzenia na obozową załogę SS i uwolnił więźniów Oświęcimia

 

Pilecki zwrócił się do szefa dywersji i uzbrojenia Obwodu AK w Bochni, Andrzeja Możdżenia ps. „Sybirak”, aby na miejscu utworzyć ochotniczy oddział, który podjąłby się niezwykle ryzykownej próby uderzenia na obozową załogę SS i uwolnił więźniów Oświęcimia. Wobec negatywnego stanowiska w tej sprawie Komendy Okręgu AK w Krakowie propozycja ta jako mało realna nie została zaakceptowana.


To tylko fragmenty artykułu, aby przeczytać całość, zachęcamy do zakupu archiwalnego - 111 numeru "Arcanów".

 

 


Ostatnie wiadomości z tego działu

Zatrważające dane: „W 2015 roku ponad 50% imigrantów z Czarnej Afryki żyło z transferów socjalnych”

Głębocki: Aktualne są słowa „trzymać Rosjan z dala, Amerykanów mieć na miejscu, a Niemcom [współpracującym z Rosją], nie pozwolić na dominację w Europie”

Nowak: Rozważania o niepodległości: 1018 – 1918 – 2018

Waśko: Kompleksy, wybór życia ułatwionego, interesy grupowe prominentów III RP – oto dlaczego mamy dziś tak wielu Polaków, którym niepodległość jest w istocie nie na rękę

Komentarze (0)
Twój nick:
Kod z obrazka:



Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wszystkie opinie są własnością piszących. Ponadto redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy wulgarnych lub nawołujących do nienawiści.

Wyszukiwarka

Reklama

Facebook


Wszystkie teksty zamieszczone na stronie są własnością Portalu ARCANA lub też autorów, którzy podpisani są pod artykułem.
Redakcja Portalu ARCANA zgadza się na przedruk zamieszczonych materiałów tylko pod warunkiem zamieszczenia informacji o źródle.
Nowa odsłona Portalu ARCANA powstała dzięki wsparciu Fundacji Banku Zachodniego WBK.