ARCANA 103-104: „Jakim Cię widzą, takim Cię piszą” ? Czyli o historii Polski w amerykańskich podręcznikach

Rotmistrz Pilecki, „Żegota”, Jan Paweł II, „Solidarność” czy „polskie obozy koncentracyjne” i Rzeczpospolita jako kraj od lat nieprzyjazny innowiercom. Jak widzi polskie dzieje amerykańska młodzież?
16.09.2015 23:20

 

Autor artykułu - Łukasz Michalski wybrał 3 amerykańskie podręczniki: People and Nations. Modern World oraz Continuity and Change, które zostały najlepiej ocenione przez ekspertów. Michalski bada je w sprawach historii Polski – pod kątem ilości i rzetelności naukowej.

W porównaniu do innych nacji środkowoeuropejskich - o Polsce jest sporo informacji, niemniej akcent położony jest głównie na europejskie mocarstwa.

Nietrudno zgadnąć, że historia Polski stanowi jedynie bardzo niewielki procent treści zawartych w omawianych podręcznikach do historii powszechnej. Pod względem liczby i objętości wzmianek w żadnym z trzech podręczników nie przekracza ona około 1,5% zawartych tam treści. Wbrew pozorom wielkość ta, sama w sobie, wydaje się całkiem przyzwoita. Jeśli wziąć pod uwagę, że tego typu pomoce dydaktyczne w Ameryce obej­mują zazwyczaj cały zakres chronologiczny historii powszechnej od czasów najdawniej­ szych po wiek obecny (wyjątek stanowi tu People and Nations" nieobejmujący w zasa­dzie starożytności i średniowiecza), a także fakt znacznie szerszego w porównaniu do naszych, czy ogólnie biorąc europejskich, podręczników relacjonowania historii krajów Dalekiego Wschodu, Afryki i Ameryki Łacińskiej ilościowa pozycja historii Polski nie wypada źle. Dla porównania Polska jest krajem zdecydowanie najczęściej wspominanym, jeśli chodzi o kraje regionu Europy Środkowowschodniej. Generalnie w przy­padku historii Europy znacznie więcej miejsca poświęcono jedynie dziejom mocarstw Europejskich oraz min. Włoch i Irlandii. Polska plasuje się mniej więcej na poziomie Hiszpanii czy Szwecji. Jednak analiza ilościowa jest w tym przypadku bardzo myląca. Obecność stosunkowo licznych pojedynczych wzmianek stanowiących zazwyczaj dru­gorzędny kontekst dla głównego wątku wywodu, obarczonych w dodatku nader licznymi uproszczeniami czy wręcz błędami budzi raczej niepokój niż zadowolenie.
Fragmenty przekraczające jednozdaniowe lub wręcz składające się z kilku słów wtrącenia dotyczą we wszystkich omawianych podręcznikach trzech procesów czy wy­darzeń historycznych: rozbiorów, wybuchu II wojny światowej i zagłady Żydów oraz - są to opisy krótkie, lecz zdecydowanie najlepsze faktograficznie i interpretacyjnie - opo­ru wobec komunizmu (w tym przede wszystkim powstania „Solidarności”) i obalenia go w 1989 roku. Innymi słowy mamy tu do czynienia z praktycznym brakiem jakich­kolwiek informacji na temat historii Polski w okresie do XX wieku, wyjąwszy kwestie rozbiorów. Ściśle mówiąc pojawiają się tu oczywiście pojedyncze zdania dotyczące pewnych wydarzeń czy osób, jednak generalne wrażenie jest takie jakby Polska przed wybuchem II wojny światowej nie istniała wcale lub przynajmniej nie działo się tam nic godnego choćby chwilowej uwagi.zajrzyjdoksiegarni_120

 

Z (nie?)wiadomych przyczyn przemilczane zostały dzieje I Rzeczypospolitej. Cóż, widocznie Amerykanie nie chcą poznać, skąd pochodzą ideały wolnościowe, tak mocno akcentowane w ich kraju.

W przypadku epok wcześniejszych za jaskrawe pominięcie można z pewnością uznać proces kształtowania się i charakter demokracji szlacheckiej w I Rzeczpospolitej, oraz związaną z tym niespotykaną w skali wolność polityczną i tolerancję religijną. Jest to o tyle istotne, że we wszystkich omawianych podręcznikach kwestia stosunku do pro­testantyzmu jest opisywana relatywnie szeroko - podobnie jest z analizą nowożytnych modeli państwowych.
(...)
Ten przykład totalnej ignorancji jest tym bardziej rażący, jeśli wziąć pod uwagę, że jest to podręcznik w kraju zbudowanym na ideach wolności obywatelskich, wybieralności, ograniczenia uprawnień i kontroli władzy wykonawczej. To właśnie całkowita niezna­jomość historii Polski (i regionu) powoduje w tym przypadku, że praktyka polityczna wyrosła z tradycji Magna Carta, Habeas Corpus Act oraz „chwalebnej rewolucji” jest godna najwyższego uznania zaś, paradoksalnie, znacznie bliższa ideom amerykańskim pochodna Neminem Captivabimus, Nihil novi, artykułów henrykowskich i konfederacji warszawskiej okazuje się godnym zdawkowej wzmianki wstecznictwem. To właśnie całkowita niezna­jomość historii Polski (i regionu) powoduje w tym przypadku, że praktyka polityczna wyrosła z tradycji Magna Carta, Habeas Corpus Act oraz „chwalebnej rewolucji” jest godna najwyższego uznania zaś, paradoksalnie, znacznie bliższa ideom amerykańskim pochodna Neminem Captivabimus, Nihil novi, artykułów henrykowskich i konfederacji warszawskiej okazuje się godnym zdawkowej wzmianki wstecznictwem.

 

Opisy rozbiorów Polski z XVIII wieku przedstawione są jako konieczny atak na naród nietoleracyjny. Czemu ma służyć ukazywanie Polski jako kraju zaściankowego?

Continuity and Change" zawiera półstronicowy, pozbawiony interpretacji opis pod­stawowych faktów dotyczących rozbiorów oraz przyzwoitą mapkę wszystkich trzech kolejnych zaborów. Są one przedstawione jako konsekwencja ekspansji mocarstw środkowoeuropejskich i umieszczone w kontekście wojen siedmioletniej i śląskich. Je­dyne, co od biedy można uznać za ocenę to stwierdzenie, że: „Polska była łatwym celem dla swych mocniejszych sąsiadów”. Jest to zdanie jak najbardziej uprawnione i nienacechowane emocjonalnie. Jednak ta sama kwestia w People andNations" została przed­stawiona w zupełnie innym „naświetleniu” emocjonalnym. Kontekstem są tym razem sukcesy polityczne Katarzyny Wielkiej i tak właśnie przedstawiono rozbiory - jako przede wszystkim skuteczne (i uzasadnione) poszerzenie terytorium Rosji na zachód. Podany jest także kontekst wewnętrzny, tzn. Polska jest przedstawiona, jako kraj słaby i zanarchizowany - niewątpliwie słusznie, ale jak już wspominałem brak tu jakichkol­wiek odniesień do wieków wcześniejszych uczeń może zatem domniemywać, że był to stan permanentny. Jednak zupełnie kuriozalne jest bezpośrednie uzasadnienie akcji zaborców zawarte w takim oto passusie: „W Polsce znajdowały się duże grupy rozmaitych mniejszości - tak narodowych jak religijnych (ciekawe skąd się wzięły i jak przetrwa­ ły?! - ŁM). Większość Polaków wyznawała katolicyzm i tak oni jak i ich przywódcy często dyskryminowali i uciskali mniejszości. Niekiedy owe prześladowane mniejszości zwracały się do Prus, Austrii lub Rosji po pomoc”. Mamy w tym przypadku problem bodaj czy nie poważniejszy niż zwykła ignorancja i brak kontekstów, które notabene też tu występują, ale - przyznajmy - w stopniu mniejszym od poprzednio omawianych. Pomijając już całkowite wykoślawienie rzeczywistego kontekstu tzw. „sprawy dysy­dentów” oraz, jakby tu rzec... występowanie najdelikatniej mówiąc analogicznych zja­wisk we wszystkich trzech państwach zaborczych (szczególnie Rosji) cytowany frag­ment stanowi po prostu uwspółcześnioną językowo i uproszczoną trawestację ówczesnej propagandy rosyjskiej (i pruskiej), co we współczesnym podręczniku szkolnym można najłagodniej określić mianem utrwalania krzywdzących stereotypów. Cyniczną argu­mentację uznająca „prawo” silniejszego sąsiada do rozwoju kosztem państw słabszych podniesiono tu na wyższy poziom. Polska jawi się nie tylko krajem bezsilnym i zanarchizowanym, ale tyrańskim opresorem mniejszości - innymi słowy zaborcy okazują się nie tyle pozbawionymi skrupułów politykami, co zbawcami mniejszości i jak można rozumieć nosicielami tolerancji. Polska jawi się nie tylko krajem bezsilnym i zanarchizowanym, ale tyrańskim opresorem mniejszości - innymi słowy zaborcy okazują się nie tyle pozbawionymi skrupułów politykami, co zbawcami mniejszości i jak można rozumieć nosicielami tolerancji Żeby zrozumieć rzeczywiste skutki takiego opisu w re­aliach amerykańskich trzeba wiedzieć, co dla młodego, współczesnego Amerykanina nieustannie karmionego politycznie poprawnymi schematami znaczy „oppressing minoryty groups” - najkrócej mówiąc w skali polityki państwowej trudno o większą „zbrod­nię”. Jeśli dodać do tego równie powszechne w USA, mesjańskie przekonanie o prawie do wprowadzania własnych wartości siłą w innych „opresyjnych” krajach można sobie z grubsza wyobrazić, jakie wnioski czytelnik podobnego tekstu wyciągnie. Niestety, nie jest to jedyny podobny przykład w People and Nations, którego autorzy mają moim zdaniem generalnie wyraźnie antypolskie nastawienie. Będziemy mogli to obserwować w odniesieniu do wydarzeń historycznie bliższych, a zatem także społecznie bardziej ważkich i szkodliwych.

Przedstawiając początki II Wojny Światowej, autorzy amerykańskich podręczników słusznie zwracają uwagę, iż rozpoczęła się ona od ataku na Polskę, niemniej zmarginalizowany jest sens polskiej kampanii wrześniowej.

Równie ważne wydaje się, że we wszystkich omawianych pra­cach 1 września 1939, a więc data ataku Niemiec na Polskę jest podawana jako moment rozpoczęcia II wojny światowej. Jednak już fragmenty poświęcone wojnie obronnej 1939 roku pozostawiają wiele do życzenia. Ponownie warty pozytywnego podkreślenia jest fakt wzmiankowania (z wyraźnie negatywną oceną) ataku sowietów z 17 września. Podobnie, znajdziemy tu także opisy tzw. „dziwnej wojny” w wykonaniu Wielkiej Bryta­nii i Francji, jakkolwiek w jednym przypadku postawa aliantów Polski jest wyjaśniana rzekomą niemożnością przystąpienia do wojny. Jednak już sam opis kampanii militarnej w Polsce może zdumiewać, zwłaszcza w zestawieniu z opisami dalszych europejskich podbojów Hitlera. Po pierwsze wszystkie trzy opisy są dziwnie podobne, aż do pozio­mu używanych konkretnych sformułowań. Po wtóre podkreślana jest przede wszystkim szybkość podboju niemieckiego i nieprzygotowanie armii polskiej. Jest to o tyle dziwne, że żadna z tych uwag nie pada w przypadku zajmowania pozostałych państw zachodnio­europejskich, trwającego wszak (wyjąwszy Norwegię) od dwóch do ośmiu dni! Ponie­waż jednak w żadnym przypadku nie podaje się czasu trwania niemieckich blitzkriegów uczeń odnosi oczywiste wrażenie, że Polska i dajmy na to Dania, czy Holandia broniły się mniej więcej tak samo długo i dzielnie (lub nie). Rzecz jest jeszcze bardziej drażniąca w przypadku zajęcia Francji, które trwało niemal dokładnie tak samo długo, co podbój Polski (czyli nieco ponad miesiąc), a Francja dysponowała wszak w tym czasie najwięk­sza armią lądową oraz walczyła tylko z jednym przeciwnikiem i to przy aktywnym wspar­ ciu armii sojuszniczych (w tym zresztą oddziałów polskich). Tymczasem z omawianych fragmentów można odnieść wrażenie, że właśnie Francja stawiła Niemcom szczególnie bohaterski opór, przedłużony po upadku państwa działaniami ruchu oporu.

Na uznanie Amerykanów nie zasłużył również opis polskiego ruchu oporu w czasie II Wojny Światowej. Dlaczego? Czy ma to ułatwić nieprawdziwe tezy, że Polska była krajem biernym czy też - jak twierdzą niektórzy „historycy”- pomagała Niemcom?

O kwestii ruchu oporu pisałem już krótko powyżej, teraz czas na nieco bardziej detaliczną listę, choć w istocie można by równie dobrze napisać w tym miejscu, że żadnych innych aspektach udziału Polski i Polaków w II wojnie, pomijając niezwykle wykrzywiony obraz holocaustu, w żadnej z omawianych prac nie znajdziemy ani słowa. Nie jesteśmy zresztą w takim traktamencie osamotnieni. Uznania uzasadniającego choć­ by najmniejszą wzmiankę nie zyskały w oczach autorów także np. partyzantka w Jugo­sławii, czy choćby ruchy oporu w Grecji i Włoszech. W przypadku Polski oznacza to m. in. całkowite zignorowanie polskiego wysiłku zbrojnego w tzw. Polskiej Armii na Za­chodzie, w oddziałach I i II Armii Wojska Polskiego walczących (z konieczności) u boku sowietów, brak najmniejszych wzmianek dotyczących nieporównywalnego w skali do żadnego tego typu tworu na świecie Polskiego Państwa Podziemnego, ale także całkowi­ te „zapomnienie” o Rządzie RP na uchodźctwie, a w konsekwencji odmowie podpisania kapitulacji i podjęcia jakichkolwiek prób układania się z okupantem. Absurd takiego podejścia bije w oczy nie ze względu na rzekomą „polską nadwrażliwość historyczną”, lecz po prostu dlatego, że podobne przemilczenie roli państwa którego obywatele stano­wili czwartą co do wielkości siłę aliancką II wojny, a naród był proporcjonalnie trzecim w kolejności (po Żydach i Białorusinach) pod względem procentowego poziomu strat (notabene także całkowicie niemal zignorowanych), nie wspominając już o zniszcze­niach materialnych i stratach terytorialnych, o których będzie jeszcze mowa, drastycznie wypacza perspektywę korzystających z podobnych pomocy dydaktycznych uczniów. Problem jest tym bardziej bolesny, że nie wynika bynajmniej z braku miejsca. Jak już wspomniałem we wszystkich trzech podręcznikach znajdujemy (dość pompatyczne na­ wiasem mówiąc) fragmenty o walce francuskiego Resistance oraz Wolnych Francuzów.

 

Najbardziej bulwersuje fragment dotyczący opisu Holocaustu. Amerykańscy ucznowie mogą się między innymi dowiedzieć o rzekomej bierności Polaków i innych Słowian wobec ludności żydowskiej, nie wspominając słowem o polskich organizacjach, które chroniły Żydów. Czy amerykańscy uczniowie, kojarząc Polaków z opisu rozbiorów jako niechętnych innowiercom mogą mieć stereotypowy obraz naszego kraju?

W znajdującym się dwa wersy poniżej wprowadzeniu do cytatu ze wspomnień oficera SS znajdziemy określenie „polski obóz koncentracyj­ny” (Polish death camp), co jak już wspominałem kwalifikuje się do natychmiastowej interwencji MSZ. Naprawdę skandaliczne jest jednak następujące zdanie w podsumo­waniu: „Podczas wojny ludzie w niektórych krajach Zachodniej Europy, szczególnie w Danii, próbowali chronić obywateli narodowości żydowskiej (sic! - zwłaszcza we Francji - ŁM), jednak w Europie Wschodniej długa tradycja antysemityzmu pozwoliła Nazistom znacznie łatwiej przeprowadzić swój program [masowej eksterminacji], a jego rezultaty okazały się tam bez porównania straszliwsze”. Zwłaszcza w kontekście inne­go passusu, w którym autorzy zdają się subtelnie zdejmować winę za holocaust z całości narodu niemieckiego: „Ten niewyobrażalnie barbarzyński cel można było zrealizować w Niemczech Hitlera dzięki zelotyzmowi mniejszości akceptującej nazistowskie teorie o wyższości rasy aryjskiej oraz bierności większości Niemców”

Optymizmem nastraja jedynie fragment dotyczący opisu „Solidarności” i polskiego ruchu antykomunistycznego.
Warte docenienia jest nie tylko wzmiankowanie polskiego papieża i jego roli w obaleniu komunizmu (jest to jedyna taka wzmianka we wszystkich trzech podręcznikach), ale przede wszystkim fakt podkreślenia masowego charakteru ruchu „Solidarności”. W części następnej mówi się o stanie wojennym i niechlubnej roli gen. Jaruzelskiego (bez, co warte zaznaczenia, rozgrzeszania go rzekomą koniecz­nością uniknięcia interwencji sowieckiej) a w końcu o ponownym wybuchu protestów społecznych i zwycięstwie „Solidarności” w wyborach 1989 i Wałęsy w 1990 roku. Jest to także jedyny tekst zawierający osobną ramkę biograficzną poświęconą Lechowi Wa­łęsie. Paragraf zamyka zdanie: „Po raz pierwszy naród pozbawił reżim komunistyczny władzy w sposób pokojowy.”

To tylko fragmenty publikacji Łukasza Michalskiego. Aby poznać całość artykułu i dowiedzieć się np. jakie wybtine polskie postaci, występują w amerykańskich podręcznikach – zachęcamy do kupna archiwalnego 103-104 numeru „Arcanów”.

 


Ostatnie wiadomości z tego działu

Nowy 141 numer dwumiesięcznika ARCANA!

Nowy podwójny numer dwumiesięcznika ARCANA!

Z żoliborskiej perspektywy – rozmowa o życiu i historii najnowszej z prof. Andrzejem Paczkowskim

O Rosji, Czarnyszewiczu i Trójmorzu - nowe Arcana już dostępne

Komentarze (0)
Twój nick:
Kod z obrazka:



Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wszystkie opinie są własnością piszących. Ponadto redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy wulgarnych lub nawołujących do nienawiści.

Wyszukiwarka

Reklama

Facebook


Wszystkie teksty zamieszczone na stronie są własnością Portalu ARCANA lub też autorów, którzy podpisani są pod artykułem.
Redakcja Portalu ARCANA zgadza się na przedruk zamieszczonych materiałów tylko pod warunkiem zamieszczenia informacji o źródle.
Nowa odsłona Portalu ARCANA powstała dzięki wsparciu Fundacji Banku Zachodniego WBK.